Oto refleksja z zachętą, do zadania sobie pytania, czy tak postąpiłby Jezus?
Wyobraźcie sobie, jeśli jesteście w stanie, Jezusa zachęcającego ludzi, by skłonili swe głowy po wysłuchaniu Kazania na Górze, a następnie bardzo powoli i łagodnie (w czasie kiedy brat organista przygrywa w tle nastrojową melodię) mówiącego do tłumu: „Teraz, kiedy wasze głowy są pochylone, a oczy zamknięte, jeśli naprawdę chcecie stać się dziś moimi uczniami, jeśli naprawdę chcecie pokazać mojemu Ojcu i Mnie, jak poważnie traktujecie słowa, które dziś wygłosiłem, to chciałbym abyście powoli podnieśli swoje ręce, tak abym mógł je zobaczyć. O właśnie… tak jest… właśnie tak… Widzę twoją rękę.. i twoją… i tamtą… również tą koło drzewa figowego… właśnie o to chodzi! Teraz, kiedy brat organista gra kolejny nastrojowy motyw, chcę byście powoli zaczęli przemieszczać się do przodu poprzez sam środek tłumu… tak jest, ci którzy podnieśli w górę swoją dłoń. Chcę wiedzieć, że naprawdę poważnie podchodzicie do sprawy. A teraz pragnę poprowadzić was w modlitwie…” Keith Green
]]>Lubimy działać w prostych, poukładanych schematach.
Gdy chodzi o głoszenie Ewangelii, to popularny w naszych czasach schemat wygląda mniej więcej tak. Gromadzimy nienawróconych w jakimś miejscu. Następnie ktoś głosi do nich płomienne kazanie objaśniające Ewangelię i konieczność dokonania wyboru przez słuchaczy. I wtedy ewangelista prosi o zamknięcie oczu oraz pochylenie głów i zapewniając w ten sposób pewną atmosferę intymności, wzywa tych, którzy chcą podążać za Jezusem, aby podnieśli rękę, wyszli do przodu, a potem powtórzyli modlitwę przyjęcie Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Bardzo często słyszymy wtedy, że tyle a tyle osób nawróciło się.
Może to też być osobista rozmowa w której pada propozycja modlitwy „przyjęcia Jezusa”. Ale czy na pewno, ktoś kto wypowiedział taką modlitwę nawrócił się? Wiem o przypadkach, gdzie taka modlitwa nie oznaczała nawrócenia i wiem też o takich, gdzie to rzeczywiście było przełomowe wydarzenie w procesie nawrócenia. No i jest ogromna ilość takich zdarzeń, gdzie nie da się udowodnić, że nawrócenie nastąpiło, bo nie ma później żadnego kontaktu z tymi osobami. Polecam tekst Keitha Greena z działu Cytaty.
Uważam, że nie powinniśmy używać słowa „nawrócony” jeśli nie mamy dowodów na to, że ktoś rzeczywiście się nawrócił. Wyjście do przodu i powtórzenie modlitwy nie jest takim dowodem. Co więc faktycznie się dzieje, gdy ktoś odpowiada w taki sposób na wezwanie ewangelisty? Najprawdopodobniej został dotknięty przez Boga, co jest dobre! Jeśli to początek procesu, to potrzebuje dalszej, delikatnej opieki. Jeśli to finał, to jako nowonarodzone niemowlę duchowe dramatycznie potrzebuje, aby się nim zająć! Z drugiej strony, byłem osobiście zaangażowany w sytuacje, gdy ktoś nie wypowiedział „prawidłowej” modlitwy grzesznika, a autentycznie się nawrócił! Ta popularna obecnie metoda ewangelizacji pojawiła się całkiem niedawno, mniej niż 200 lat temu!
Jaki jest więc sens „modlitwy grzesznika”? Na podstawie Listu do Rzymian 10,8‑10 jest to sposób przychodzenia do Boga w celu otrzymania zbawienia. Jego wartość zależy jednak od zaangażowania serca, a nie tylko ust. A tego nie jesteśmy w stanie zobaczyć… Nie powinniśmy mylić sposobu przychodzenia do Boga ze szczerym zawróceniem do Niego.
Co powinniśmy zatem robić? Interesować się człowiekiem i prowadzić go według potrzeby, jaką ma w danym momencie. Zamiast rozczarowania będzie satysfakcja!
]]>