Ciągle coś nowego odkrywam w Bożym Słowie. Ponieważ jestem matematykiem, więc bardzo lubię to porządkować, układać w jakąś logiczną całość. Jeśli więc teologię zdefiniować jako uporządkowane systematyczne poznanie Boga i Jego Królestwa, to można mnie uznać za miłośnika teologii.
A jednak, gdy chodzi o sprawę zbawienia człowieka, to uważam, że znaczenie teologii „jest trochę przereklamowane”. Dlaczego? Ponieważ teologia, to wiedza. I jest możliwe, aby bardzo poprawną, biblijną teologię przyswoić całkiem dobrze, jednocześnie nie mieć właściwie nic wspólnego z Panem Bogiem. Taka „wiara” typu akademickiego na nic się nie przydaje. Panu Bogu chodzi o nas, o osobistą więź z Nim, a nie tylko, żebyśmy dużo o Nim wiedzieli. Czy jest możliwe, aby ktoś wiedział i nic z tą wiedzą nie zrobił? Tak, bo wiedzę można łatwo pozyskać, a relacja to zobowiązanie. Nie każdy jest na nie gotowy.
Jest też taka możliwość, że ktoś podejmuje zobowiązanie. Decyduje się „żyć dla Pana Boga”, ale w sposób przez siebie kontrolowany. Podejmuje zobowiązanie, ale w tej relacji daje od siebie dokładnie tyle, ile sam postanowi. Biblijnym przykładem takiej postawy jest faryzeusz modlący się w świątyni, który pościł dwa razy w tygodniu i dawał dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadał (Łuk. 18,12). Taki sposób relacji z Panem Bogiem nazywamy religijnością.
Jednak prawdziwa relacja z Panem Bogiem, taka o którą Jemu chodzi, nie jest tylko zobowiązaniem. Jest nieprzewidywalnym zobowiązaniem wobec Osoby, która ma prawo decydować o wszystkim. Każdy, kto jest w związku małżeńskim rozumie, co to znaczy, nieprzewidywalność zobowiązania. Ona jest wpisana w związek z osobą która jest inna, ma swoje oczekiwania i potrzeby. I na takie zobowiązanie trudno jest się zdecydować.
Zarówno wiedza, zwłaszcza ponadprzeciętna, a jeszcze bardziej wysoki poziom zobowiązania, mogą dać nam zaspokojenie, poczucie, że przecież „muszę być w porządku, skoro wiem, albo daję z siebie więcej, niż ci wszyscy wokół mnie”?
Spotkałem osoby, które emanowały pychą z powodu swojej wiedzy teologicznej. Jest też wielu, którzy pokładają nadzieję i są dumni z powodu swoich zobowiązań wobec Pana Boga. Najwybitniejszy teolog czasów Nowego Testamentu, apostoł Paweł napisał Poznanie jednak nadyma, miłość – buduje (I Kor. 8,1), a w innym miejscu wyznaje …co do sprawiedliwości – jeśli mierzyć ją normą Prawa – człowiek bez zarzutu. A jednak cokolwiek mogło mi nieść jakąś korzyść, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. Więcej, w świetle doniosłości poznania Jezusa Chrystusa, mojego Pana, nic się dla mnie nie liczy. Dla Niego straciłem wszystko i wszystko uznaję za gnój, żeby tylko zyskać Chrystusa (Fil. 3,6–8)
Uważam więc, że powinniśmy pogłębiać naszą teologię równolegle z pogłębianiem relacji z Bogiem. Gdy teologia wyprzedza jakość tej więzi, to zazwyczaj dzieją się niedobre rzeczy. Na przykład, w przekonaniu słuszności swojego zrozumienia Biblii potrafimy osądzać wszystko naokoło, co się z naszą wiedzą nie zgadza.
A przecież nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć jedyna słuszna (biblijna) teologia! Jest tak, ponieważ wszyscy, którzy poznaliśmy osobiście Boga, jesteśmy w procesie poznawania Go i w tym życiu nikt Go całkowicie nie pozna: …Wiedza? – Jej świeżość przeminie. Zresztą nasza wiedza jest i tak wycinkowa… (I Kor. 13,8‑9) Ponadto, są pewne kwestie, których nie da się dobrze teologicznie poukładać – logika naszych umysłów jest niewystarczająca, gdy chodzi o wielkiego Boga. Są też odwieczne spory teologiczne – być może nie zostały rozstrzygnięte, bo nie da się ich rozstrzygnąć?
Wreszcie, jestem absolutnie przekonany, bo na własne oczy to widziałem, że można mieć bardzo dobrą relację z Panem Bogiem i jednocześnie mieć luki w teologii, które znawcom tejże mogą wydawać się nie do zaakceptowania. A Pan Bóg nie ma z tym problemu, bo człowiek, który się zdecydował na nieprzewidywalną relację z Nim, będzie też chciał nieustannie wzrastać w poznawaniu Go. Jego teologia uzupełni się, będzie się kształtować i rozwijać.
Rozwijajcie się natomiast w łasce oraz w poznaniu naszego Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Jemu niech będzie chwała teraz i na zawsze. Amen. (II Piotra 3,18)
]]>Bardzo mnie ostatnio poruszyła historia Pawła i Sylasa, gdy po raz pierwszy w historii dotarli z Ewangelią do Europy, czyli trafili do Filippi (Dzieje Apostolskie 16).
Czytamy tam o pewnej dziewczynie, która przynosiła znaczące dochody swoim właścicielom. Miała ducha wieszczego i ludzie płacili spore pieniądze, aby posłuchać tego, co miała do powiedzenia. A więc jej słowa miały niemałą wartość. I ta właśnie dziewczyna, bez żadnych opłat, przez wiele dni ogłaszała całemu miastu, że Paweł i Sylas „są sługami Najwyższego Boga! Oni głoszą wam drogę zbawienia!” Czy można sobie wyobrazić lepszą kampanię reklamową? Nie mam wątpliwości, że informacja skutecznie dotarła do wszystkich w mieście! I nie była to żadna oszczercza kampania! Ta młoda kobieta, której słów ludzie za pieniądze chcieli słuchać, mówiła prawdę! Ważną prawdę!
A jednak informacja, wiedza, to nie to samo, co przekonanie!
Kiedy zmęczony gorliwością dziewczyny (albo raczej uporem mieszkającego w niej demona) Paweł w końcu wyrzucił z niej złego ducha, jej reklama nic Pawłowi i Sylasowi nie pomogła. Zostali w niesprawiedliwy i okrutny sposób pobici, a następnie wrzuceni do najgorszej celi w więzieniu. I nie wydarzyło się to gdzieś w ciemnym zaułku, ale publicznie, przy współudziale tłumu mieszkańców miasta, jego władz i miejscowej służby więziennej. Taka trudna do zrozumienia historia… Wygląda na to, że duchowe konflikty mają wyższość nad rozumem. Ale najlepsze następuje potem.
Paweł i Sylas modlą się i wielbią Boga. I wtedy dokonuje się niesamowity cud! Następuje trzęsienie ziemi. Samo trzęsienie ziemi, to w Grecji rzecz normalna, niemal codzienna. Ale już to, że „mocne” trzęsienie nikogo nie zabija ani nie rani, a tylko otwierają się drzwi więzienia i opadają kajdany więźniów jest rzeczą niezwykłą. Taka precyzja musi być dziełem Bożym! I wtedy czytamy o czymś jeszcze bardziej niezwykłym. Stróż więzienia pada do nóg Pawła i Sylasa i nazywając ich „panami” (tytuł przysługujący Bogu, ewentualnie cesarzowi) i pyta się o drogę zbawienia! Do tego momentu, tak jak wszyscy wiedział, co głosili apostołowie, teraz otworzyły mu się oczy i zobaczył, Kto za nimi stoi i jak bardzo on sam potrzebuje ratunku. Zobaczył świętość Boga i swoją grzeszność.
Całkiem podobna jest historia Szymona Piotra, gdy dokonał niezwykłego połowu ryb na polecenie Pana Jezusa (patrz Ewangelia Łukasza 5).
W tej historii jest jeszcze jeden, bardzo znaczący wątek. Jestem przekonany, że Bóg odpowiedział na niezwykłą postawę Pawła i Sylasa, którzy zamiast się nad sobą użalać, śpiewali Jemu na chwałę. To wydaje się kluczem do tego cudu. Postawa przebaczenia, wdzięczności, oddawania chwały Bogu w chwilach bólu, niesprawiedliwości, odrzucenia ma niezwykłą moc. To był klucz do otwarcia oczu stróża więziennego i zbawienia całego jego domostwa.
Ludzie zostali duchowo zaślepieni i nie wystarczy, aby usłyszeli treść Ewangelii – potrzeba jeszcze Bożej mocy, aby otworzyły im się oczy i mogli uwierzyć!
]]>