Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 45

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 47

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 48

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 29

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 30

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 36

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 41

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 50

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 56

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/blog/functions/images.php on line 75

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php:45) in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
miłość – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl Czy dostrzegasz obydwie? Tue, 29 Jan 2019 19:44:38 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.8.5 https://andrzej.kbwch.pl/wp-content/uploads/2017/03/cropped-medal-32x32.png miłość – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl 32 32 Teologia i relacja https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/29/teologia-i-relacja/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/29/teologia-i-relacja/#respond Tue, 29 Jan 2019 09:01:24 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=581 czytaj dalej...]]>

Ciągle coś nowego odkrywam w Bożym Słowie. Ponieważ jestem matematykiem, więc bardzo lubię to porządkować, układać w jakąś logiczną całość. Jeśli więc teologię zdefiniować jako uporządkowane systematyczne poznanie Boga i Jego Królestwa, to można mnie uznać za miłośnika teologii.

A jednak, gdy chodzi o sprawę zbawienia człowieka, to uważam, że znaczenie teologii „jest trochę przereklamowane”. Dlaczego? Ponieważ teologia, to wiedza. I jest możliwe, aby bardzo poprawną, biblijną teologię przyswoić całkiem dobrze, jednocześnie nie mieć właściwie nic wspólnego z Panem Bogiem. Taka „wiara” typu akademickiego na nic się nie przydaje. Panu Bogu chodzi o nas, o osobistą więź z Nim, a nie tylko, żebyśmy dużo o Nim wiedzieli. Czy jest możliwe, aby ktoś wiedział i nic z tą wiedzą nie zrobił? Tak, bo wiedzę można łatwo pozyskać, a relacja to zobowiązanie. Nie każdy jest na nie gotowy.

Jest też taka możliwość, że ktoś podejmuje zobowiązanie. Decyduje się „żyć dla Pana Boga”, ale w sposób przez siebie kontrolowany. Podejmuje zobowiązanie, ale w tej relacji daje od siebie dokładnie tyle, ile sam postanowi. Biblijnym przykładem takiej postawy jest faryzeusz modlący się w świątyni, który pościł dwa razy w tygodniu i dawał dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadał (Łuk. 18,12). Taki sposób relacji z Panem Bogiem nazywamy religijnością.

Jednak prawdziwa relacja z Panem Bogiem, taka o którą Jemu chodzi, nie jest tylko zobowiązaniem. Jest nieprzewidywalnym zobowiązaniem wobec Osoby, która ma prawo decydować o wszystkim. Każdy, kto jest w związku małżeńskim rozumie, co to znaczy, nieprzewidywalność zobowiązania. Ona jest wpisana w związek z osobą która jest inna, ma swoje oczekiwania i potrzeby. I na takie zobowiązanie trudno jest się zdecydować.

Zarówno wiedza, zwłaszcza ponadprzeciętna, a jeszcze bardziej wysoki poziom zobowiązania, mogą dać nam zaspokojenie, poczucie, że przecież „muszę być w porządku, skoro wiem, albo daję z siebie więcej, niż ci wszyscy wokół mnie”?

Spotkałem osoby, które emanowały pychą z powodu swojej wiedzy teologicznej. Jest też wielu, którzy pokładają nadzieję i są dumni z powodu swoich zobowiązań wobec Pana Boga. Najwybitniejszy teolog czasów Nowego Testamentu, apostoł Paweł napisał Poznanie jednak nadyma, miłość – buduje (I Kor. 8,1), a w innym miejscu wyznaje …co do sprawiedliwości – jeśli mierzyć ją normą Prawa – człowiek bez zarzutu. A jednak cokolwiek mogło mi nieść jakąś korzyść, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. Więcej, w świetle doniosłości poznania Jezusa Chrystusa, mojego Pana, nic się dla mnie nie liczy. Dla Niego straciłem wszystko i wszystko uznaję za gnój, żeby tylko zyskać Chrystusa (Fil. 3,6–8)

Uważam więc, że powinniśmy pogłębiać naszą teologię równolegle z pogłębianiem relacji z Bogiem. Gdy teologia wyprzedza jakość tej więzi, to zazwyczaj dzieją się niedobre rzeczy. Na przykład, w przekonaniu słuszności swojego zrozumienia Biblii potrafimy osądzać wszystko naokoło, co się z naszą wiedzą nie zgadza.

A przecież nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć jedyna słuszna (biblijna) teologia! Jest tak, ponieważ wszyscy, którzy poznaliśmy osobiście Boga, jesteśmy w procesie poznawania Go i w tym życiu nikt Go całkowicie nie pozna: …Wiedza? – Jej świeżość przeminie. Zresztą nasza wiedza jest i tak wycinkowa… (I Kor. 13,8‑9) Ponadto, są pewne kwestie, których nie da się dobrze teologicznie poukładać – logika naszych umysłów jest niewystarczająca, gdy chodzi o wielkiego Boga. Są też odwieczne spory teologiczne – być może nie zostały rozstrzygnięte, bo nie da się ich rozstrzygnąć?

Wreszcie, jestem absolutnie przekonany, bo na własne oczy to widziałem, że można mieć bardzo dobrą relację z Panem Bogiem i jednocześnie mieć luki w teologii, które znawcom tejże mogą wydawać się nie do zaakceptowania. A Pan Bóg nie ma z tym problemu, bo człowiek, który się zdecydował na nieprzewidywalną relację z Nim, będzie też chciał nieustannie wzrastać w poznawaniu Go. Jego teologia uzupełni się, będzie się kształtować i rozwijać.

Rozwijajcie się natomiast w łasce oraz w poznaniu naszego Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Jemu niech będzie chwała teraz i na zawsze. Amen. (II Piotra 3,18)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/29/teologia-i-relacja/feed/ 0
Obywatel Nieba czy Polski? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/09/obywatel-nieba-czy-polski/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/09/obywatel-nieba-czy-polski/#respond Fri, 09 Nov 2018 21:19:45 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=555 czytaj dalej...]]>

Jeśli czytasz ten mój tekst, to z dużym prawdopodobieństwem jesteś osobą narodzoną na nowo czyli jesteś „obywatelem Nieba”: Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa… (Fil. 3,20). Z jeszcze większym prawdopodobieństwem jesteś obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej.

Które z tych obywatelstw jest ważniejsze? Czy jedno wyklucza drugie? Czy można mieć podwójne obywatelstwo?  

Tak, możemy mieć podwójne obywatelstwo i mamy szanować obydwa ustanowione przez Boga porządki, czyli na przykład płacić podatki: Oddawajcie więc cesarzowi, co jest cesarskie, a Bogu, co jest Boże. (Łuk. 20,25). Generalnie mamy być poddani rozstrzygnięciom ziemskiej władzy: Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. (Rzym. 13,1). W księdze Jeremiasza 29,7 czytamy: A starajcie się o pomyślność miasta, do którego skazałem was na wygnanie… Jeżeli należy się starać o pomyślność miasta wygnania, to tym bardziej o pomyślność kraju urodzenia i zamieszkania!

Jednocześnie jest oczywiste, że obywatelstwo ziemskie obowiązuje tylko w tym życiu, zaś niebieskie jest trwa całą wieczność. Ewidentnie niebieskie góruje! Zatem w przypadku konfliktu pomiędzy tymi ojczyznami powinniśmy dochować wierności Ojczyźnie Niebieskiej. Powszechnie negatywnie ocenia się niemieckich chrześcijan, którzy wsparli Hitlera (choć nie wiemy, jak my byśmy się zachowali na ich miejscu…). A nieliczni, którzy odważyli się w imię swojego sumienia nazizmowi sprzeciwić, jak Dietrich Bonhoeffer, uważani są za bohaterów. Zatem są granice posłuszeństwa doczesnej władzy, granice wierności ziemskiej ojczyźnie.

Duma narodowa, która wynosi się ponad inne narody jest sprzeczna z jedną z największych wartości Królestwa: każdy człowiek jest tak samo cenny, bo za każdego tak samo Zbawiciel cierpiał na krzyżu i oddał za niego swoje życie. I to powinno stanowić oczywistą, nieprzekraczalną granicę patriotyzmu u każdego chrześcijanina.

Jako obywatele Królestwa Niebieskiego mamy sprowadzać do naszego kraju jego wartości: przebaczenie, pojednanie, miłość, równość i sprawiedliwość dla wszystkich, wspieranie słabszych… Od wieków chrześcijanie to robią. Nasza zachodnia cywilizacja doświadczająca dobrobytu, broniąca praw człowieka, zabiegająca o sprawiedliwość, tworząca systemy opieki socjalnej, jest taka dzięki naszym braciom i siostrom, którzy wprowadzali na ziemię wartości wcześniej nieznane. A jeszcze wiele zostało do wprowadzenia! Może to nasze zadanie? Może właśnie to jest ten moment, aby Kościół znany od początku z niezwykłej zdolności do praktykowania przebaczenia i głoszenia pojednania, przekazał skutecznie te wartości naszemu narodowi? W imię zdrowej, biblijnej miłości do ojczyzny.

Mamy to robić naszą postawą, postępowaniem, słowami. Jesteśmy też wezwani, aby się o naszą ziemską ojczyznę modlić: Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości.   Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy. (I Tym. 2,1‑4). Słowa „przede wszystkim” oznaczają, że to ma być jedna z pierwszych naszych modlitw!

Zmierzaj do Ojczyzny Niebieskiej, we wszystkim staraj się podobać Jej Królowie, a po drodze zadbaj, aby skutecznie pobłogosławić tą ziemską.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/09/obywatel-nieba-czy-polski/feed/ 0
Zapisać się czy wrosnąć? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/06/zapisac-sie-czy-wrosnac/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/06/zapisac-sie-czy-wrosnac/#respond Sat, 06 Jan 2018 22:21:02 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=532 czytaj dalej...]]>

Zadziwia mnie, jak z upływem czasu słowa zupełnie zmieniają swoje znaczenie. Szczególnie chodzi mi o te, które weszły do naszego języka za pomocą Biblii. A jest takich słów i zwrotów całe mnóstwo. Jeśli doszło do takiej zmiany, to niewątpliwie utrudnia ona właściwie rozumienie tekstu Pisma. Sztandarowym przykładem jest słowo „talent”, które w czasach powstawania ksiąg Biblii było po prostu jednostką wagi srebra lub złota. Oznaczało zatem ogromny majątek, co nie miało zupełnie nic wspólnego ze współczesnym znaczeniem słowa „talent”.

Innym przykładem jest słowo „członek” w znaczeniu przynależności. Mówimy o członku jakiejś organizacji, np. partii politycznej, albo stowarzyszenia. W takim przypadku określone są zasady nabywania i utraty członkostwa, prawa i obowiązki. No i oczywiście składki.

Czy zdajemy sobie sprawę, że takie rozumienie słowa „członek”, które oryginalnie oznaczało po prostu część ciała, wzięło się z Pisma, a konkretnie z 12 rozdziału I Listu do Koryntian? To właśnie w tym fragmencie Nowego Testamentu apostoł Paweł dokonuje swego rodzaju wynalazku, czyli tworzy tzw. neologizm – wprowadza do naszego języka nowe pojęcie: „członek kościoła”. Potem rozszerzono je do wszelkiego rodzaju organizacji, jednocześnie bardzo spłycając znaczenie w jakim użył je Paweł…  

To oryginalne użycie słowa „członek” mówi nam o organicznym połączeniu, zrośnięciu ze sobą nawzajem, o jedności działania, o tym, że siebie nawzajem potrzebujemy i dlatego mamy traktować się z miłością i szacunkiem. Jeśli tak pojmujemy członkostwo w kościele (w znaczeniu lokalnej wspólnoty przede wszystkim), to ma to swojej konsekwencje. Bo do ciała nie można się zapisać, trzeba w nie wrosnąć. W praktyce sprowadza się to do zbudowania takiej relacji z kilkoma osobami, że byłoby bardzo, bardzo trudne, aby ją zerwać. A to oznacza, że będzie trudno się „z kościoła wypisać”. I to jest bardzo ważne, bo ta silna relacja jest potrzebna, żebyśmy wytrzymali proces wzajemnego kształtowania swoich charakterów i potrafili wzrastać w miłości. To oznacza także, że gdy zachodzi potrzeba pozbycia się kogoś, bo swoim postępowaniem zagraża reszcie wspólnoty, to jest proces bolesny, podobny do obcięcia sobie nogi lub ręki.

Takiego wrośnięcia nie można osiągnąć jednym podpisem pod jakąś deklaracją członkowską. To zabiera wiele miesięcy. I nie zawsze się udaje.

Czy to znaczy, że formalna deklaracja członkowska, zawieranie przymierza są całkiem bez sensu, niepotrzebne? Niekoniecznie. Na pewno istotne jest, aby zasady współżycia w ramach wspólnoty, „prawa i obowiązki” były jasno określone. Jeśli nie zostaną świadomie zdefiniowane, to i tak pojawią się w formie niepisanych praw, z których część jest ukryta przed nowymi osobami. Lepiej, jeśli rzeczy są jasno określone. Możesz zobaczyć przykładowy zestaw zasad napisany dla małej grupy.

A jak jest z Tobą? Jeśli jesteś naśladowcą Chrystusa, to czy należysz do jakiejś wspólnoty? A jeśli należysz, czy jesteś jej członkiem w znaczeniu biblijnym? Czy mógłbyś wymienić kilka osób z tej wspólnoty, z którymi byłoby Ci naprawdę trudno się rozstać? Czy zasady, którymi się rządzi ta wspólnota są jawne i jasno określone?

Zapewne sam fakt, czy ktoś podpisze deklarację członkowską, czy też zgodzi się w innych sposób stać częścią wspólnoty jest sprawą drugorzędną. Ważne, żeby zasady były określone, a przynależność polegała na wrośnięciu we wspólnotę. Wtedy naprawdę stanowimy ciało Chrystusa.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/06/zapisac-sie-czy-wrosnac/feed/ 0
Zakopany talent – zmarnowane możliwości https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/12/13/zakopany-talent-zmarnowane-mozliwosci/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/12/13/zakopany-talent-zmarnowane-mozliwosci/#respond Wed, 13 Dec 2017 17:32:52 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=526 czytaj dalej...]]>

W podobieństwie o talentach występują trzej słudzy. Pierwsi dwaj wykazują się przedsiębiorczością i pracowitością – w rezultacie podwajają powierzony im majątek. Każdy z nich otrzymuje wspaniałą nagrodę: pochwałę, awans i udział w wiecznej radości. Ale ten trzeci, który majątek bezpiecznie przechowuje i zwraca w całości swojemu Panu, nie tylko, że nie otrzymuje żadnej nagrody, ale zostaje surowo zganiony przez Pana i ukarany. A talent, który przechowywał trafia do tego, który miał najwięcej. Wygląda na to, że Panu bardzo zależy na Jego majątku, czyli na ludziach, których powierzył swoim sługom. Gniewa się, gdy są zaniedbywani i przekazuje ich tym, którzy najskuteczniej mogą się o nich zatroszczyć.

Pytanie, które chcę postawić brzmi, dlaczego ten trzeci sługa tak strasznie zmarnował darowaną mu możliwość? Przecież jego zadanie było najmniejsze ze wszystkich trzech, a jednak i tego nie zrobił. Co zrobić, aby nie znaleźć się w miejscu złego sługi w dniu rozliczenia? Spróbujmy na to sobie odpowiedzieć.

Ten sługa ma ciekawą wymówkę: Panie! Wiedziałem o tobie, żeś człowiek twardy, że żniesz, gdzieś nie siał, i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał. Bojąc się tedy, odszedłem i ukryłem talent twój w ziemi; oto masz, co twoje. (Mat. 25,24-25) Nie przypominam sobie żadnego miejsca w Piśmie, które potwierdzałoby pogląd złego sługi na temat jego Pana. On miał fałszywe wyobrażenie Boga. Trzymał się go przez całe życie i nic nie zrobił, aby je zweryfikować. Zatem pierwsza wskazówka: starajmy się usilnie i nieustannie wzrastać poznaniu Pana, aby w ten sposób rozprawić się z każdym fałszywym wyobrażeniem na Jego temat. Po drugie, ten sługa nic nie zrobił z powierzonym majątkiem, bo się bał – był sparaliżowany lękiem! Działanie, przedsiębiorczość zawsze oznacza ryzyko. Może się czasem nie udać. Można popełnić błąd. Ale jak nic nie robimy, to na pewno niczego nie osiągniemy, a to jest pewna porażka. Jeśli znamy naszego Pana i Jego miłość, to wiemy, że On nie gniewa się na tych, którzy w dobrej wierze popełniają błędy. W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi, nie jest doskonały w miłości. (I Jana 4,18) Nie pozwól, aby lęk przed Bożym gniewem paraliżował Cię z służbie! Wystarczy, jeśli będzie paraliżował grzeszne postępki.

To tylko spekulacja, ale wyobrażam sobie, że to może być człowiek, który użala się nad sobą i swoim losem: „jestem najmniej zdolny ze wszystkich, właściwie czuję się odrzucony, skrzywdzony itp.” Użalanie się nad sobą nigdy nikomu w niczym nie pomogło.

Wreszcie Pan mówi do tego sługi: Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że żnę, gdzie nie siałem, i zbieram, gdzie nie rozsypywałem. Powinieneś był więc dać pieniądze moje bankierom, a ja po powrocie odebrałbym, co moje, z zyskiem. (Mat. 25,26-27) Czyli nawet jeśli się bałeś, aby samemu cokolwiek zrobić, mogłeś oddać powierzonych ci ludzi innym sługom. Ale nawet tego, ten zły sługa nie zrobił, bo… mu się nie chciało – był leniwy!

Zatem mądrą rzeczą jest wziąć przykład z pierwszego sługi, o którym czytamy, że wziął pięć talentów, zaraz poszedł, obracał nimi (Mat. 25,16). Jeśli miałbyś wybierać pomiędzy pracoholizmem, a lenistwem, wybierz to pierwsze! Najgorsze, co może Ci wtedy grozić, to wypalenie się w służbie, konieczność korekty stylu życia po drodze. Ale to jest lepsze niż nagana i potępienie za lenistwo.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/12/13/zakopany-talent-zmarnowane-mozliwosci/feed/ 0
Jak się zakotwiczyć w wieczności? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/10/jak-sie-zakotwiczyc-w-wiecznosci/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/10/jak-sie-zakotwiczyc-w-wiecznosci/#respond Fri, 10 Nov 2017 11:22:09 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=497 czytaj dalej...]]>

Jeśli spośród trzech „nóg”: wiary, nadziei i miłości, na których stoi życie chrześcijanina, „noga” nadziei jest „za krótka”, to czy możemy coś z tym zrobić? Czy można „wydłużyć zbyt krótką nogę nadziei”? Czy można wzmocnić nadzieję, jeśli jest za słaba? Abyśmy nie zlekceważyli tematu, warto podkreślić, że biblijne znaczenie słowa „nadzieja” jest inne niż potoczne „mam nadzieję”. Ta biblijna nadzieja oznacza wytrwałe oczekiwanie na coś, co jest absolutnie pewne, chociaż jeszcze nie teraz, ale w przyszłości.

Jedna z rzeczy, która może nam pomóc, to objawienie tego, co Bóg przygotował. Objawienie nie oznacza po prostu informacji. To jest raczej przedsmak, zadatek tego, co zostało przygotowane przez Boga dla wszystkich zbawionych ludzi. Wobec słabości nadziei u wierzących w Efezie, apostoł Paweł modlił się: Aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego… (Ef. 1,17-18). To właśnie Duch Boży bierze odrobinę tego, co jest w niebie i przynosi to do serc Bożych dzieci. Takie chwilowe doświadczenie nieba stanowi ogromną zachętę, aby dostać więcej.

Przypominam sobie w tym momencie te wszystkie moje spotkania z Bożą chwałą i Jego miłością, doświadczenia radości z Nieba, jakie były moim udziałem. I nie tylko mnie coś takiego się zdarza, ale przeżywa to wiele innych osób. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z napełnieniem Duchem Świętym. Takie doświadczenia powodują, że wzrasta głód nieba. Jest to doświadczenie biblijne, bo czytamy w Liście do Hebrajczyków: …tych którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz, cudownych mocy wieku przyszłego… (Hebr. 6,4-5)

Warto przeczytać historię 40 męczenników z IV wieku (nawet jeśli przez wieki jakieś szczegóły zostały zmienione).

Innym źródłem poznania nadziei jest studiowanie Pisma odnośnie tego tematu. Powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o przygotowanym dla nas przez Boga życiu w wieczności. Czym będziemy się zajmować w wieczności? Jak to będzie wyglądało? Co z naszego doczesnego życia będzie się w wieczności liczyć? Odpowiedzi na te pytania są o wiele ważniejsze niż spekulacje na temat antychrysta i wielkiego ucisku. Bo nawet jeśli czyjeś przekonania na ten temat okażą się prawdziwe, to gdy stawiamy czoła prześladowaniom, to właśnie mocna nadzieja wieczności oparta na objawieniu i Słowie, pomoże nam wytrwać, a nie wiedza na temat działalności diabła i ludzi z nim współpracujących!

A jak wygląda Twoja nadzieja? Co Duch Boży włożył do Twojego serca? Co Ci objawił? Czy to jest świeże, czy jest tylko wyblakłym wspomnieniem? Jakie masz zrozumienie wieczności? Czy czytasz Pismo pod tym kątem?

Jak blisko jest nam do postawy apostoła Pawła: Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem. A jeśli życie w ciele umożliwi mi owocną pracę, to nie wiem, co wybrać. Albowiem jedno i drugie mnie pociąga: pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej (Fil. 1,21-23)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/10/jak-sie-zakotwiczyc-w-wiecznosci/feed/ 0
Krótsza noga nadziei https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/#comments Wed, 01 Nov 2017 13:41:34 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=490 czytaj dalej...]]>

Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość. (I Kor. 13,13) Ten werset wymienia trzy cnoty chrześcijanina, które są fundamentalne, gdy chodzi o nasz udział w Królestwie Bożym. Są one jak trzy nogi stołka lub statywu, na których stoi on pewnie, bez zachwiania na każdym podłożu. No chyba, że jedna z nóg jest znacznie krótsza od pozostałych…

Największą z nich jest miłość. Po niej można rozpoznać naśladowców Chrystusa. W każdym momencie historii, autentyczni, znający Boga chrześcijanie dawali dowody posiadania tej cnoty okazując miłość na wiele sposobów. Czasem gubimy się, gdy chodzi o praktykowanie miłości według standardów Chrystusa, ale raczej dobrze rozumiemy, na czym ona polega. Mając taką świadomość, zmagamy się, aby utrzymać/odzyskać to, co nazywamy „pierwszą miłością”.

Z kolei wiara jest częstym tematem nauczania, napisano na jej temat wiele książek. Reformacja przywróciła znaczenie wiary, jako jedynego sposobu, aby się podobać Bogu i przyjąć od Niego zbawienie. W XX wieku mieliśmy do czynienia z poruszeniem, którego celem było odnowienie zrozumienia wiary w Kościele. Od tego czasu mówimy o „ruchu wiary”. Indywidualnie i jako Kościół wzrastamy w wierze w różnych sferach, ostatnio to się szczególnie dokonuje, gdy chodzi o uzdrowienie. Kościół wie czym jest wiara.

Ale nadzieja jest prawie nieobecna w naszej chrześcijańskiej świadomości. Nie jestem pewien, czy na pytanie „na czym polega nadzieja?”, otrzymałbym od każdego poprawną, zgodną z Pismem odpowiedź. Nadzieja dotyczy celu naszego życia, przyszłości, jaka została przygotowana przez Boga w wieczności. A temu poświęcamy stosunkowo niewiele uwagi. Jeśli ktoś opowiada świadectwo, dotyczy ono rzeczy, które się wydarzyły teraz, w tym życiu. Prawie wszystkie nasze modlitwy dotyczą doczesnych potrzeb, jakie odczuwamy: potrzeb materialnych, relacji rodzinnych, zdrowia, duchowej wolności. Jeśli mówimy o sukcesie w życiu i służbie, to przeważnie chodzi o sukces tutaj na ziemi. „Noga nadziei” jest zdecydowanie krótsza w naszym zachodnim chrześcijaństwie. To jest częściowo zrozumiałe, bo doczesne rzeczy są dla nas bardziej rzeczywiste niż te wieczne. Nie jest to też problem nowy, bo już apostoł Paweł napisał:

Przeto i ja, odkąd usłyszałem o wierze waszej w Pana Jezusa i o miłości do wszystkich świętych, nie przestaję dziękować za was i wspominać was w modlitwach moich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego(Ef. 1,15-18)

A przecież to właśnie w wieczności spędzimy większość naszego życia!

Jeśli nie mamy tej świadomości, to możemy na przykład zmarnować doczesne życie poświęcając je na osiąganie rzeczy, które liczą się tutaj, a nie będą miały żadnej wartości w wieczności. Mądrość polegałaby raczej na inwestowaniu w wieczność, skoro tam jest prawdziwe życie! Powstają więc ważne pytania: Czy inwestuję w wieczność? I czy w ogóle jest taka możliwość? Jak mogę to zrobić najlepiej? Czy są jakieś zasady takiej inwestycji?

I jeszcze jedna uwaga. Są miejsca na świecie, gdzie „noga nadziei” wcale nie jest krótka. Mam na myśli chrześcijan gotowych znieść prześladowanie, spędzając wiele lat w więzieniach. Albo takich, którzy stali się męczennikami wiary, gotowymi na śmierć w kwiecie wieku. Jak zachowalibyśmy się wobec takich wyzwań my, chrześcijanie typu zachodniego?

Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. (I Kor. 15,19)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/feed/ 2
Belka czy źdźbło? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/09/02/belka-czy-zdzblo/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/09/02/belka-czy-zdzblo/#respond Sat, 02 Sep 2017 21:21:54 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=472 czytaj dalej...]]>

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego. (Mat. 7,1‑5 Nowe Przymierze)

Co za różnica, czy mam w oku belkę czy źdźbło? Nawet najmniejszy paproch, który dostanie się do mojego oka jest tak uciążliwy, że nie jestem w stanie w ogóle oka używać! Zrobię wszystko, aby jak najszybciej się tego pozbyć. A oko zostało zranione, to będę chciał, aby ono szybko wyzdrowiało, bo dopiero wtedy mogę swobodnie patrzeć, korzystać z tego wielkiego błogosławieństwa, jakim jest zmysł wzroku.

Zatem, być może nie chodzi o to, co siedzi w samym oku, ale jak wielki przedmiot zasłania moje pole widzenia? Może… Jeśli tak, to belka powoduje, że nie widzę prawie nic, natomiast źdźbło przeszkadza, ale pozwala sporo zobaczyć. Pan Jezus używa tego obrazu w kontekście naszej odpowiedzialności jednych za drugich i możliwości poprawiania jedni drugich.

Belka jest tak duża, że nie potrzebujemy pomocy, aby ją usunąć. To nie będzie operacja wymagająca precyzji, ale raczej radykalna zmiana, której dokonanie leży w możliwościach posiadacza belki. Co to może być, co tak mocno zaślepia człowieka? Ostatnio coraz bardziej jestem świadomy siły emocji. Jesteśmy o wiele bardziej uzależnieni w swoich przekonaniach i decyzjach od emocji, niż od logicznego myślenia. Znacznie bardziej niż nam się to wydaje. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni. W szczególności rzeczy takie jak gniew, rozgoryczenie, użalanie się nad sobą powodują, że widzimy otaczający świat w bardzo wykrzywiony sposób. Ale również taka postawa jak pycha, w szczególności pycha wynikająca z naszych własnych religijnych osiągnięć, dramatycznie zaślepia. Pozbycie się tych rzeczy wymaga radykalnego uniżenia się. Nikomu nie przychodzi to łatwo, a niektórych przez długi czas na to nie stać!

Jak mogę rozpoznać, czy w moim oku jest trudna do usunięcia potężna belka, czy też tylko maleńkie źdźbło, którego mogę się łatwo pozbyć, jeśli znajdę dobrze widzącego przyjaciela? Jestem tym, który ma belkę, czy tylko źdźbło w oku?

Pamiętajmy o tym, że wszyscy mamy skłonność, aby samych siebie usprawiedliwiać (pomniejszać swoją belkę do rozmiaru źdźbła), a innych oceniać surowiej (powiększać ich źdźbło do rozmiaru belki). Ponadto, jeśli uważasz, że Twój wzrok nie jest niczym zakłócony i widzisz doskonale, aby precyzyjnie innych ocenić i skorygować, to najpewniej w Twoim oku siedzi potężna belka, której nie chcesz się pozbyć i uczyniłeś ją częścią samego siebie.

Następnie, warto sobie uświadomić, że nikt z nas nie posiada zdolności, aby bezbłędnie oceniać ani siebie, ani innych. Wszyscy mamy w oku jakieś źdźbła. Nie mamy dokładnego, pełnego poznania prawdy. Jednak nasze widzenie poprawia się znacząco, jeśli zbliżamy się do Tego, który jest Prawdą, Jezusa Chrystusa. Tylko On widzi wszystko dokładnie i obiektywnie, i może dokonać sprawiedliwego osądu. On uzdrawia nasz wzrok.

Jak blisko jestem Prawdy, a tym samym prawdy? Mogę to poznać, po moich uczuciach, postawie i stosunku do innych. Pokora, uważanie innych za ważnych, wartych wszelkiego wsparcia i przebaczenia, współczucie, czyli po prostu pełna pasji miłość do ludzi, są dowodem bycia bliska serca Jezusa, blisko Prawdy. Bezwarunkowe przebaczenia, bez potrzeby jakiejkolwiek zemsty, czy zadośćuczynienia za krzywdy, pochodzą z Jego serca. On taki jest!

Przeciwne postawy, które popychają nas do osądzania innych i niemiłosiernego poprawiania, spowodują tylko, że narazimy się na ten sam rodzaj sądu, jakim traktujemy innych. I są dowodem, że w oku jest coś niemałego…  

Dziękuję Bogu za Jezusa Chrystusa, które radykalnie rozprawił się z groźbą surowego sądu nad człowiekiem, a otworzył szeroko drzwi miłosierdzia i przebaczenia dla każdego. Żyjmy w tym duchu każdego dnia!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/09/02/belka-czy-zdzblo/feed/ 0
Trzeba pójść, czy może sami przyjdą? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/#respond Thu, 22 Jun 2017 21:23:09 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=439 czytaj dalej...]]>

Niezwykle często spotykam się oczekiwaniem Kościoła, że ludzie jeszcze nie nawróceni będą przychodzić i się nawracać. Takie oczekiwanie może być inspirowane poprzez świadectwa niezwykłych przebudzeń, gdy Boża chwała zstępowała na ziemię, ludzie w okolicy byli dotykani przez Boga i nawracali się do Niego w drodze do miejsca zgromadzeń, zanim jeszcze ktoś im powiedział Ewangelię. Tylko, że póki co, są to bardzo wyjątkowe sytuacje, a polecenia Słowa Bożego są dość klarowne (wszystkie cytaty z Nowego Przymierza, podkreślenia moje):

Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów… (Mat. 28,19)

Idźcie do najdalszych zakątków świata i głoście tam dobrą nowinę wszystkim bez wyjątku. (Mar. 16,15)

będziecie Mi świadkami tu, w Jerozolimie, w całej Judei, Samarii – i aż po najdalsze krańce ziemi. (Dz. 1,8)

Zacytowałem trzy polecenia głoszenia Ewangelii. Dwa z nich zawierając czasownik „iść” w trybie rozkazującym, trzecie co prawda nie zawiera tego czasownika, ale bycie świadkiem Chrystusa po najdalsze krańce ziemi niewątpliwie wymaga przemieszczania się do tych wszystkich miejsc. Nie ma wątpliwości – głoszenie Ewangelii wymaga dotarcia do ludzi, którzy mają ją usłyszeć. Kościół ma pójść tam, gdzie są ludzie!

Czy to musi oznaczać wyjście na ulice, zaczepianie nieznajomych i głoszenie im? Niekoniecznie. To akurat jest ta mniej skuteczna forma ewangelizacji, a w dodatku większość z nas po prostu nie znosi zaczepiania nieznajomych. Oczywiście, niektórych Bóg wysyła na zagraniczną misję, albo do innej miejscowości w kraju… Ale zdecydowana większości nas wcale nie musi wyjeżdżać, ani nawet zaczepiać nieznajomych! Chodzi po prostu o aktywność z naszej strony wśród osób, które nas otaczają. Na czym ona może polegać?

Po pierwsze możemy się regularnie, wytrwale modlić za te osoby, błogosławić je, posyłać do nich nasz pokój.

Po drugie, możemy się z nimi bliżej zapoznać, może nawet zaprzyjaźnić, a w rezultacie zainteresować się, aby się dowiedzieć, czego potrzebują, z czym się zmagają.

Po trzecie, jak już wiemy o potrzebach tych osób, mamy możliwość, aby w trafny sposób okazać im miłość poprzez praktyczną pomoc, albo konkretną modlitwę. Możemy być zaskoczeni Bożą odpowiedzią na takie modlitwy!

Po czwarte wreszcie, możemy wykorzystać dogodny moment, aby przedstawić Ewangelię w całości, albo chociażby jej część, tyle, ile się da w danej chwili. Tak, można znajomym i krewnym przedstawiać Ewangelię stopniowo!

Jeśli Pan Jezus mówi do Ciebie (kolejny fragment zawierający czasownik „iść”!): Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał, aby Ojciec spełnił wam wszystko to, o co poprosicie w moim imieniu. (Jan 15,16), to znaczy, że się do tego nadajesz! On się nie myli!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/feed/ 0
Jaka jest moc Twoich słów? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/15/jaka-jest-moc-twoich-slow/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/15/jaka-jest-moc-twoich-slow/#respond Thu, 15 Jun 2017 09:46:59 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=425 czytaj dalej...]]>

Jako ludzie, zostaliśmy stworzeni przez Boga w wyjątkowy sposób, inaczej niż cała reszta wszechświata. Przed nami, Bóg wypowiadał słowa i stawało się! Światło, sklepienie nieba, suchy ląd, morze, wszelkie rośliny, gwiazdy, Słońce i Księżyc, zwierzęta w wodzie i na ziemi – to wszystko powołane zostało do istnienia za pomocą słów, które Bóg wypowiadał. Człowiek został jednak uczyniony inaczej – najpierw Bóg uczynił ciało z tego, co było na ziemi, a potem tchnął w niego ducha. No i absolutnie niezwykłe stwierdzenie: I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. (I Mojż. 1,27)

Wielkie pytanie brzmi: W czym i do jakiego stopnia jesteśmy podobni do Boga? Jedno z podobieństw polega na tym, że tak jak Bóg, możemy wypowiadać słowa, potrafimy mówić. Jeżeli Bóg swoimi słowami uczynił otaczający nas świat i tymże słowem podtrzymuje jego istnienie, to ile mocy jest w naszych słowach, jeśli jesteśmy do Niego podobni? To pytanie wydaje się może filozoficzne, ale…

Przy pomocy słów możemy kogoś zranić, poniżyć, pognębić mocno wpływając na jego życie, w skrajnym przypadku nawet przyczynić się do jego śmierci. Ale również przy pomocy słów możemy kogoś podbudować, zachęcić, pobudzić do życia, a jeśli głosimy Ewangelię, to przekazać życie wieczne.

Rodzice kształtują swoje dzieci w znacznym stopniu przy pomocy słów. Poniżające, odrzucające słowa mogą spowodować, że ich dorosłe dziecko będzie żyć w nieustannej porażce daleko poniżej swoich możliwości. Z kolei słowa miłości i zachęty niemalże „skazują” dziecko na życiowy sukces w dorosłym życiu.

Również to, co mówimy o samych sobie ma ogromne znaczenie.

Ale czy może być jeszcze więcej mocy w naszych słowach? Pan Jezus chodząc po ziemi jako człowiek słowem uwalniał od demonów, uzdrawiał, a nawet wskrzeszał z martwych, a ponadto okazywał władzę nad przyrodą. A co z nami? Pan Jezus rzuca nam wyzwanie:

Miejcie wiarę w Boga! Zapewniam was, ktokolwiek powiedziałby tej górze: Podnieś się i rzuć do morza, i nie wahałby się w swoim sercu, lecz wierzył, że na pewno stanie się to, co mówi, spełni mu się. Dlatego mówię wam: Wierzcie, że otrzymaliście już to wszystko, o co modlicie się i prosicie, a spełni się wam. (Mar. 11,22b-24 Nowe Przymierze)

Ponieważ przeważnie nie mam problemu z wypowiadaniem słów, to ograniczenie leży w drugim warunku: poziomie wiary. Jako ludzie wierzący możemy być pod tym względem w różnych miejscach. Najłatwiej – „samo to przychodzi” – zdołować, zgnębić, wręcz zabić swoimi słowami. Większym wyzwaniem jest zdolność do podbudowania – szczerego, pełnego miłości zachęcania, którym dosłownie zmieniamy innych na lepszych. Znaczenie służenia ludziom budującym słowem jest ogromne! A jest jeszcze więcej… Znam osoby (mam też własne doświadczenia), które za pomocą słów (modlitwy do Boga, albo polecenia w Imieniu Pana Jezusa) regularnie uzdrawiają z fizycznych chorób lub uwalniają od demonów. Widziałem jak modlitwa zmieniała pogodę w krótkim czasie. Nie znam nikogo, kto spowodowałby przeniesienie choćby małego pagórka nawet na niedużą odległość za pomocą słów.

A jak Ty potrafisz używać swoich słów? Czy sprawiają one życie? Czy czasem trafia Ci się wypowiadać słowa destrukcyjne?

Śmierć i życie są w mocy języka… (Przyp. 18,21a)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/15/jaka-jest-moc-twoich-slow/feed/ 0
Szeroko czy głęboko? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/22/szeroko-czy-gleboko/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/22/szeroko-czy-gleboko/#respond Sat, 22 Apr 2017 14:49:39 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=362 czytaj dalej...]]>

Zakładam, że zależy Ci, aby jak najwięcej ludzi poznało osobiście Jezusa Chrystusa i tym samym zostało zbawionych. To wymaga, żeby ktoś im przekazał Ewangelię. Załóżmy, że Ty jesteś taką właśnie osobą. Masz na sercu ratowanie ludzi zgubionych i robisz wszystko, co potrafisz, aby doprowadzić ich do nawrócenia i wiary. Przypuśćmy, że masz dar do głoszenia, docierasz do ludzi, a oni są zbawiani. To oznacza niekończące się zajęcie, bo są tysiące potrzebujących zbawienia wokół nas. Marzenie wielu serc, prawda? Przebudzenie. Chcemy oczywiście, aby Ewangelia docierała bardzo szeroko, do jak największej ilości osób. Marzymy o potężnym żniwie naszego narodu.

Ale… Na koniec Wielkiego Nakazu Misyjnego z Ewangelii Mateusza 28,18-20 czytamy: Ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. Czyli, że wszystko, czego nauczyłeś się, gdy chodzi o życie naśladowcy Jezusa, ma zostać przekazane kolejnym osobom. Pan Jezus oczekuje od nas, żebyśmy nie tylko doprowadzali ludzi do zbawienia, ale doprowadzili ich przynajmniej do naszego poziomu życia z Bogiem. On oczekuje, że doprowadzimy Jego nowych naśladowców do pewnej głębi, że nastąpi radykalna przemiana ich życia. Ale to wymaga przecież czasu! Jeśli nawet uważasz siebie za mało wybitnego ucznia Chrystusa, to jest mnóstwo rzeczy, które umiesz i masz do przekazania! Wypełnienie tego oznacza miesiące, albo i lata zajmowania się pojedynczymi osobami, lub małą grupką osób. Nie da się doprowadzić do głębokiej przemiany wielu ludzi na raz. Można co prawda wielu osobom przekazywać nauczanie, ale to za mało, aby nauczyły się żyć. Będą mieć rzeczy właściwie poukładane w głowach, ale ciągle wiele braków w praktycznym życiu. I nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że to sam Bóg jest wychowującym Ojcem, a Duch Święty jest ostatecznie odpowiedzialny za doprowadzenie wierzących do świętości życia, to ciągle pozostaje ogromne zadanie do wykonania przez ludzi.   

Ponieważ dysponujemy ograniczonym czasem, więc wygląda na to, że musimy wybierać. Pierwsza opcja, to poświęcić ten czas na ratowanie zgubionych, ciesząc się z tego, że przynajmniej nie spędzą oni wieczności w piekle, chociaż ich życie duchowe będzie powierzchowne. Druga opcja to oddać się doprowadzaniu do dojrzałości w wierze niewielkiej grupy osób, godząc się, że wielu innych nie doprowadzimy do zbawienia. Wygląda na to, że musimy wybierać pomiędzy szerokim albo głębokim przekazywaniem życia.

Oczywiście, jest jeszcze inna możliwość. Można docierać do niewielu osób i w dodatku nie zajmując się nimi dalej, skoro już zostali zbawieni. Czyli wąsko i płytko. Zgadzając się z bolesną prawdą, że tak pewnie wygląda służba wielu wyznawców Chrystusa, na pewno nie chcemy takiej marnej owocności.

A jaki jest Twój wybór, czytelniku tego wpisu? Szeroko czy głęboko?

Chcesz ratować jak najwięcej osób, zgadzając się jednocześnie, aby ich duchowe życie było bardzo powierzchowne?

Wybierasz zaangażowanie w głębię przemiany, aby wypełnić cały Wielki Nakaz Misyjny?

A może masz tak małą wizję, że zgadzasz się, aby było mało osób nawróconych i w dodatku powierzchownie żyjących, czyli wąsko i płytko?

A może widzisz jeszcze inną możliwość?

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/22/szeroko-czy-gleboko/feed/ 0