Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 45

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 47

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 48

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 29

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 30

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 36

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 41

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 50

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 56

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/blog/functions/images.php on line 75

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php:45) in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
ewangelia – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl Czy dostrzegasz obydwie? Fri, 01 Feb 2019 18:12:41 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.8.5 https://andrzej.kbwch.pl/wp-content/uploads/2017/03/cropped-medal-32x32.png ewangelia – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl 32 32 Jaki pożytek mamy z faryzeuszy? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/02/01/jaki-pozytek-mamy-z-faryzeuszy/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/02/01/jaki-pozytek-mamy-z-faryzeuszy/#respond Fri, 01 Feb 2019 11:31:45 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=588 czytaj dalej...]]>

„Faryzeusz” – to słowo zapożyczone z Biblii na stałe zagościło w naszym języka i potocznie oznacza człowieka fałszywego, obłudnego. Historycznie rzecz ujmując, to było żydowskie stronnictwo religijne, którego członkowie starali się poprzez ścisłe przestrzeganie przepisów Prawa żyć dla Boga w oddzieleniu od nieczystego świata. Taka ich postawa niewątpliwie imponowałaby nam, gdyby nie Pan Jezus, który obnażył ich ukrytą stronę. A autorzy Ewangelii, którzy całkiem sporo miejsca faryzeuszom poświęcili opisując ich konflikt z Jezusem, kompletnie zepsuli im reputację.

Gdybyśmy jednak nie czytali Ewangelii, to mielibyśmy obraz znakomitych znawców Słowa Bożego (w zakresie Starego Testamentu oczywiście), którzy księgi Prawa znali na pamięć, a i do pozostałych Pism i Proroków sięgali swobodnie, wydobywając z nich ważne informacje, na przykład o Mesjaszu. Ich celem było oddzielenie się od nieczystości świata, żeby mieć przystęp do Boga. Byli też bardzo gorliwi („poszczę dwa razy w tygodniu i oddaję dziesięcinę ze wszystkiego”), dbając o najdrobniejsze szczegóły, gdy chodzi o wymagania Prawa. Faryzeusze byliby dla nas wzorem do naśladowania! I taką też reputację mieli w czasach Pana Jezusa. Jedynie liberalni saduceusze im się sprzeciwiali. Wiadomo, liberalna teologia jest w opozycji do ortodoksyjnej.

A jednak Pan Jezus ich atakuje jak nikogo innego. I właśnie z nimi jest w największym konflikcie od samego początku swojej służby, aż do momentu, gdy za ich sprawą i sprawą kapłanów (czyli także saduceuszy!) zostaje skazany na śmierć krzyżową.

Co było taką straszną wadą w nieskazitelnym wizerunku tych gorliwych wyznawców Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba? Teatr. Aktorstwo. Czyli udawanie doskonałości, aby na ludziach zrobić wrażenie. A nawet, aby zrobić wrażenie na Panu Bogu! Nie przyjęli Jezusa, bo Go nie potrzebowali – w teatrze, który odgrywali nie było dla Niego roli, był niepotrzebny, a nawet przeszkadzał.

Nie jestem przeciwnikiem teatru ani aktorów, bo wszyscy wiedzą, że udają kogoś, kim nie są. To jest otwarta, uczciwa gra.

Gdy czytam Ewangelię, to dowiaduję się, że Pan Jezus nie uważa diabła i jego mocy za najgroźniejszego przeciwnika Kościoła. On się Kościołowi nie oprze. Ludzie prześladujący Kościół też go nie pokonają. Najgroźniejszym przeciwnikiem Kościoła jest „kwas faryzeuszy” czyli aktorstwo. Odgrywanie jakiejś roli, udawanie, teatr. Robienie wrażenia, że się jest lepszym, niż w rzeczywistości. To jest prawdziwy problem współczesnego Kościoła. Główna przyczyna jego słabości, bo nie brak znajomości Słowa, słaba wiara, czy niedostateczne poświęcenie. Jestem przekonany, że jak tylko pozwolimy na jakąkolwiek formę udawania, teatru, to wpuszczamy kwas, który szybko się rozlezie i rozniesie słabość po całym ciele. Kwas robienia wrażenia, że się jest kimś doskonałym i osądzania wszystkich, którzy są po prostu prawdziwi. To jest w moim przekonaniu główna przyczyna skandali psujących reputację Kościoła.

Ewangelie poświęcają faryzeuszom tak dużo miejsca, nie po to, abyśmy komukolwiek przykleili łatkę „faryzeusza”. Ale, żeby każdy z nas wejrzał na swoje życie, czy nie ma tam żadnego teatru, udawania, brzydkiej prawdy ukrytej w ciemności. Ich przykład może być dla nas bardzo pożyteczny, jeśli każdy z nas potraktuje go jako ostrzeżenie dla swojego własnego życia. Bo faryzejski styl życia jest bardzo, bardzo pociągający! Jest niestety możliwe, aby znakomicie znać Boże Słowo, dobrze je rozumieć, być bardzo gorliwym i rozminąć się z Chrystusem.

Czy jest jakieś lekarstwo na teatr w Kościele? Oczywiście! Radykalne „chodzenie w światłości”, czyli życie otwarte przed innymi w którym niczego nie ukrywamy, a na pewno nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Taka postawa powoduje, że nie można nas zaatakować niczym ukrytym, bo niczego ukrytego nie ma. A to co jest wyprowadzone na światło zostaje poddane mocy Bożej, która rozprawia się z grzesznością. Pielęgnowanie takiego stylu życia wymaga pokory, atmosfery miłości i akceptacji oraz wiary w Boże usprawiedliwienie.

Jeśli jednak żyjemy w Świetle, tak jak On sam jest w Świetle, to łączy nas wzajemna więź, a krew Jezusa, Jego Syna, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. (I Jana 1,7)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/02/01/jaki-pozytek-mamy-z-faryzeuszy/feed/ 0
Teologia i relacja https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/29/teologia-i-relacja/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/29/teologia-i-relacja/#respond Tue, 29 Jan 2019 09:01:24 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=581 czytaj dalej...]]>

Ciągle coś nowego odkrywam w Bożym Słowie. Ponieważ jestem matematykiem, więc bardzo lubię to porządkować, układać w jakąś logiczną całość. Jeśli więc teologię zdefiniować jako uporządkowane systematyczne poznanie Boga i Jego Królestwa, to można mnie uznać za miłośnika teologii.

A jednak, gdy chodzi o sprawę zbawienia człowieka, to uważam, że znaczenie teologii „jest trochę przereklamowane”. Dlaczego? Ponieważ teologia, to wiedza. I jest możliwe, aby bardzo poprawną, biblijną teologię przyswoić całkiem dobrze, jednocześnie nie mieć właściwie nic wspólnego z Panem Bogiem. Taka „wiara” typu akademickiego na nic się nie przydaje. Panu Bogu chodzi o nas, o osobistą więź z Nim, a nie tylko, żebyśmy dużo o Nim wiedzieli. Czy jest możliwe, aby ktoś wiedział i nic z tą wiedzą nie zrobił? Tak, bo wiedzę można łatwo pozyskać, a relacja to zobowiązanie. Nie każdy jest na nie gotowy.

Jest też taka możliwość, że ktoś podejmuje zobowiązanie. Decyduje się „żyć dla Pana Boga”, ale w sposób przez siebie kontrolowany. Podejmuje zobowiązanie, ale w tej relacji daje od siebie dokładnie tyle, ile sam postanowi. Biblijnym przykładem takiej postawy jest faryzeusz modlący się w świątyni, który pościł dwa razy w tygodniu i dawał dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadał (Łuk. 18,12). Taki sposób relacji z Panem Bogiem nazywamy religijnością.

Jednak prawdziwa relacja z Panem Bogiem, taka o którą Jemu chodzi, nie jest tylko zobowiązaniem. Jest nieprzewidywalnym zobowiązaniem wobec Osoby, która ma prawo decydować o wszystkim. Każdy, kto jest w związku małżeńskim rozumie, co to znaczy, nieprzewidywalność zobowiązania. Ona jest wpisana w związek z osobą która jest inna, ma swoje oczekiwania i potrzeby. I na takie zobowiązanie trudno jest się zdecydować.

Zarówno wiedza, zwłaszcza ponadprzeciętna, a jeszcze bardziej wysoki poziom zobowiązania, mogą dać nam zaspokojenie, poczucie, że przecież „muszę być w porządku, skoro wiem, albo daję z siebie więcej, niż ci wszyscy wokół mnie”?

Spotkałem osoby, które emanowały pychą z powodu swojej wiedzy teologicznej. Jest też wielu, którzy pokładają nadzieję i są dumni z powodu swoich zobowiązań wobec Pana Boga. Najwybitniejszy teolog czasów Nowego Testamentu, apostoł Paweł napisał Poznanie jednak nadyma, miłość – buduje (I Kor. 8,1), a w innym miejscu wyznaje …co do sprawiedliwości – jeśli mierzyć ją normą Prawa – człowiek bez zarzutu. A jednak cokolwiek mogło mi nieść jakąś korzyść, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. Więcej, w świetle doniosłości poznania Jezusa Chrystusa, mojego Pana, nic się dla mnie nie liczy. Dla Niego straciłem wszystko i wszystko uznaję za gnój, żeby tylko zyskać Chrystusa (Fil. 3,6–8)

Uważam więc, że powinniśmy pogłębiać naszą teologię równolegle z pogłębianiem relacji z Bogiem. Gdy teologia wyprzedza jakość tej więzi, to zazwyczaj dzieją się niedobre rzeczy. Na przykład, w przekonaniu słuszności swojego zrozumienia Biblii potrafimy osądzać wszystko naokoło, co się z naszą wiedzą nie zgadza.

A przecież nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć jedyna słuszna (biblijna) teologia! Jest tak, ponieważ wszyscy, którzy poznaliśmy osobiście Boga, jesteśmy w procesie poznawania Go i w tym życiu nikt Go całkowicie nie pozna: …Wiedza? – Jej świeżość przeminie. Zresztą nasza wiedza jest i tak wycinkowa… (I Kor. 13,8‑9) Ponadto, są pewne kwestie, których nie da się dobrze teologicznie poukładać – logika naszych umysłów jest niewystarczająca, gdy chodzi o wielkiego Boga. Są też odwieczne spory teologiczne – być może nie zostały rozstrzygnięte, bo nie da się ich rozstrzygnąć?

Wreszcie, jestem absolutnie przekonany, bo na własne oczy to widziałem, że można mieć bardzo dobrą relację z Panem Bogiem i jednocześnie mieć luki w teologii, które znawcom tejże mogą wydawać się nie do zaakceptowania. A Pan Bóg nie ma z tym problemu, bo człowiek, który się zdecydował na nieprzewidywalną relację z Nim, będzie też chciał nieustannie wzrastać w poznawaniu Go. Jego teologia uzupełni się, będzie się kształtować i rozwijać.

Rozwijajcie się natomiast w łasce oraz w poznaniu naszego Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Jemu niech będzie chwała teraz i na zawsze. Amen. (II Piotra 3,18)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/29/teologia-i-relacja/feed/ 0
Opakowanie czy zawartość? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/21/opakowanie-czy-zawartosc/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/21/opakowanie-czy-zawartosc/#respond Wed, 21 Nov 2018 21:20:12 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=559 czytaj dalej...]]>

Opakowanie (pudełko, torebka, butelka, puszka, słoik itd) to coś w czym znajduje się towar, który kupujemy w sklepie. Służy do tego, aby określona ilość towaru została wydzielona, zmagazynowana, kupiona i skonsumowana. Chodzi nam o zawartość, ale najpierw widzimy opakowanie i to ma swoje znaczenie: kształt i kolor może nam pomóc z daleka zauważyć to, czego szukamy. Opis dostarcza nam potrzebnych informacji. Opakowania są tak projektowane, aby swoim wyglądem przyciągać i zachęcać do zakupu. Na przykład, jeśli to będzie wyglądać jak szary papier z prostym nadrukiem, to nabywca może sądzić, że ma do czynienia ze zdrową żywnością wolną od chemicznych dodatków i podjąć decyzję o zakupie na tej podstawie. Zwłaszcza jeśli jeszcze pojawi się magiczne słowo „bio”…

Jakie znaczenie ma opakowanie, jeśli zazwyczaj je wyrzucamy, gdy skonsumujemy zawartość, której poszukiwaliśmy? Opakowanie jest ważne, bo ono kieruje nas do poszukiwanego dobra! Jeśli zapakujemy dobry towar byle jak, to może się okazać, że mamy w ofercie coś wspaniałego, ale niewiele osób to w ogóle zauważy. Jeśli zaś damy wspaniałe opakowanie, ale w środku będzie coś byle jakiego, to wiele osób to kupi, ale tylko raz. I po tym doświadczeniu nasze opakowanie będzie do nich przemawiać: „omijaj mnie!”.

Te proste zasady mają związek zarówno z naszym indywidualnym życiem jako chrześcijan, jak i funkcjonowaniem wspólnot kościelnych, które tworzymy. Nie jesteśmy i nie powinniśmy być handlarzami duchowych dóbr (patrz II Kor. 2,17), ale mamy za zadanie dotrzeć do ludzi i tu obowiązuję te same zasady komunikacji, co w handlu. Najpierw zwracamy uwagę na opakowanie:

  • czy nasze spotkania (i wszelka obecność w sferze publicznej, na przykład w Internecie) są atrakcyjne dla osób spoza naszego kościelnego środowiska?
  • czy bylejakość zewnętrznej formy nie odstrasza? nie zniechęca?
  • a może w drugą stronę – przesadzamy z formą obiecując więcej niż to, co można znaleźć w środku?
  • czy są zrozumiałe – wyraźnie komunikują ludziom o zawartości, aby mogli podjąć decyzję, żeby z niej skorzystać?

Wy jesteście światłością świata, nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. (Mat. 5,14–15)

Można jeszcze zwrócić uwagę, że jest jeszcze czynnik nadprzyrodzony – Boża obecność, pokój, który ludzie odczuwają. Ludzie mogą być też w jakiś sposób przyciągani przez Ducha Świętego. Słusznie, ale to już jest Boża odpowiedzialność, nie nasza i to nas nie zwalnia z bycia zrozumiałymi i komunikatywnymi.

Sam Pan Jezus nie pasował do oczekiwań co do Mesjasza. Boży Syn pojawił się w nieodpowiednim opakowaniu. Podobnie było z Pawłem apostołem, wielkim Bożym sługą: „jego wygląd zewnętrzny lichy” (II Kor. 10,10), „stan mój cielesny wystawił was na próbę” (Gal. 4,14). Jednak ponownie musimy uznać, że to była Boża decyzja, aby wspaniały „towar” ukryć w nieatrakcyjnym opakowaniu. Bo nie chodzi o handel motywowany zyskiem, ale o nawiązanie prawdziwej głębokiej relacji z Bogiem, która jest poprzedzona szczerym szukaniem.

Naszą odpowiedzialnością jest zadbać zarówno o jakość zawartości (życia z Bogiem), jak i opakowanie, które będzie dobrze przekazywać informację o tym, czym możemy się podzielić z ludźmi. To dotyczy zarówno osobistego życia, jak i działania całych wspólnot chrześcijańskich.

A jak Ty dbasz o odpowiednie „opakowanie”, aby jak najwięcej osób dostrzegło życie, które Bóg Ci dał i zapragnęło go?

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/21/opakowanie-czy-zawartosc/feed/ 0
Kościół – stworzony do obrony czy ataku? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/27/kosciol-stworzony-do-obrony-czy-ataku/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/27/kosciol-stworzony-do-obrony-czy-ataku/#respond Sat, 27 Jan 2018 21:57:56 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=541 czytaj dalej...]]>

Zacznijmy do tego, że Ewangelie nie mówią prawie wcale o Kościele – to słowo występuje tylko w Ewangelii wg Mateusza i tylko dwa razy. Natomiast wielokrotnie powtarza się w Ewangeliach słowo Królestwo Boże (Niebios) – około 100 razy. Czyli Królestwo Boże jest w centrum przesłania Ewangelii.

Z tych dwóch miejsc występowania słowa Kościół, Mat. 16,18 jest szczególnie interesujący. W tłumaczeniu Biblii Warszawskiej brzmi to tak: A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go.

Mam takie wrażenie, że dość powszechnie rozumie się tą wypowiedź Pana Jezusa w ten sposób, że „zbuduję Kościół mój, którego żadne moce ciemności nie pokonają”. Jest tutaj założenie, że Kościół jest atakowany, broni się, a Pan Jezus obiecuje, że nie zostanie pokonany. Czy nie takie właśnie jest myślenie wielu chrześcijan? Może ono prowadzić do „kompleksu oblężonej twierdzy”…

Tymczasem jednak „bramy” służą tylko i wyłącznie do obrony. Bramy stanowią najsłabszą część murów obronnych otaczających miasto, dlatego na nich skupia się atak w trakcie oblężenia, i jeśli uda się sforsować, to w zasadzie miasto jest zdobyte. Zatem bramy się zdobywa i to jest synonimem zwycięstwa nad przeciwnikiem. Taki zwrot jest użyty na przykład w I Mojż. 22,17, gdzie w oryginale zwycięstwo nad wrogami jest opisane zwrotem „zdobędziesz bramy swoich wrogów”. Bramy są też miejscem sprawowania władzy i sądów w mieście. Nie znam przypadku ani nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której bramy są używane do ataku!

A może Panu Jezusowi chodziło o przesłanie: „zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie oprą mu się, nie dadzą mu rady”? (wydaje mi się, że takie zrozumienie nie jest sprzeczne z greckim oryginałem Ewangelii). Historyczny kontekst tej ważnej deklaracji o Kościele jest następujący. W wyniku grzechu człowieka, diabeł stał się „bogiem tego świata”, poddając ludzkość swoim wpływom. Boży Syn pojawił się, aby go pokonać i odkupić ludzi dla Boga. Nie zamierzał niczego bronić, planował i przeprowadził skuteczny atak! I teraz pozostawił na ziemi swoje Ciało, Kościół, którego zadaniem jest dokończyć Jego dzieła poszerzając Boże Królestwo na ziemi, zdobywając tylu ludzi dla Boga ilu się tylko da, wprowadzając Jego wpływy gdziekolwiek się da. Historia dostarcza nam mnóstwa przykładów takiego działania Kościoła.

Gdyby dokładniej przyjrzeć się temu wersetowi, to mamy tam zwrot „bramy Hadesu”. Hades to nie piekło – miejsce wiecznego potępienia, ale „kraina umarłych” – miejsce tymczasowego przebywania dusz zmarłych. Zostanie ono razem ze śmiercią zniszczone w piekle – jeziorze ognistym (patrz: Obj. 20,14).

Proponuję jeszcze wziąć pod uwagę ówczesne okoliczności – Pan Jezus ogłosił swój plan powołania do istnienia Kościoła w pobliżu Cezarei Filipowej, miasta wypełnionego bałwochwalczymi świątyniami. Była tam też świątynia na cześć bożka Pana, od którego pochodziła pierwotna nazwa miasta: Paneas. Częścią tego miejsca kultu była głęboka pieczara, którą nazywano „bramą Hadesu” (bramą do zaświatów). Składano tam ofiary z niemowląt. Według mitologii bożek Pan swoim gwałtownym zachowaniem wywoływał skrajne przerażenie. Stąd wzięło się słowo „panika” w naszym języku. Uczniowie Jezusa, słysząc Jego słowa o „bramie Hadesu” wypowiedziane właśnie w pobliżu Cezarei Filipowej, musieli je skojarzyć z tym miejscem kultu. Deklaracja, którą złożył Jezus oznaczała więc: zamierzam się rozprawić z bałwochwalstwem, nawet tym najgorszym.

Zatem, Pan Jezus nie powołał do istnienia Kościoła, którego zadaniem byłoby przetrwać do Jego powrotu broniąc się przed atakami wroga. Pan Jezus wypowiedział wojnę królestwu ciemności ogłaszając, że powołuje do istnienia swoją armię, zwaną Kościołem, któremu nie oprą się nawet najpotężniejsze warownie ciemności.

A jakie jest Twoje myślenie na temat Kościoła? Stworzony do obrony czy ataku? Odpowiedź na to pytanie niesie ważne, praktyczne konsekwencje. Kościół powinien pozostać wierny celowi, dla którego został powołany do istnienia.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/27/kosciol-stworzony-do-obrony-czy-ataku/feed/ 0
Plan biznesowy na wieczność https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/12/06/plan-biznesowy-na-wiecznosc/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/12/06/plan-biznesowy-na-wiecznosc/#respond Wed, 06 Dec 2017 20:48:19 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=514 czytaj dalej...]]>

Pan Jezus zachęca nas, abyśmy inwestowali w wieczność, gromadząc tam skarb, który jest dobrze zabezpieczony i odporny na jakiekolwiek zniszczenie. Możemy inwestować swój czas, energię i zdolności, którymi dysponujemy i oczywiście pieniądze.

Niezwykle ciekawe jest podobieństwo o nieuczciwym zarządcy (Łuk. 16,1-13) i wnioski jakie z historii wyciąga Pan Jezus mówiąc: I ja wam mówię: Zjednujcie sobie przyjaciół pieniędzmi niesprawiedliwego świata, aby – gdy czas pieniądza przeminie – przyjęli was do wiecznych przybytków (Łuk. 16,9 Nowe Przymierze) Czy Pan Jezus pochwala nieuczciwe postępowanie? Z pewnością nie! On zachęca do mądrego, przewidującego przyszłość postępowania. Czy zacytowany fragment oznacza, że możemy sobie za pieniądze „kupić zbawienie”? Na pewno nie. Pan Jezus kieruje te słowa do swoich naśladowców, którzy już przez wiarę w Niego zostali zbawieni. Co mogą oznaczać słowa o przyjęciu do wiecznych przybytków? Proponuję następujące objaśnienie. Przypuśćmy, że nie masz wielkiej służby w Królestwie Bożym, ale dobrze Ci idzie biznes, albo masz dobrze płatną pracę. Dysponujesz pieniędzmi. I możesz ich użyć, aby w jakiś sposób wesprzeć tych, którzy dobrze służą Panu Jezusowi i z tego tytułu będą w wieczności dysponować wspaniałym, pełnym chwały miejscem. Jeśli teraz staną się Twoimi przyjaciółmi, to w wieczności mogą Ci dać dostęp do chwały, którą sami otrzymali. Czy to ma sens? Nie upieram się, że to jest słuszna wykładnia, ale nie jest sprzeczna z resztą nauczania Słowa.

Może ktoś czytający te słowa powiedzieć, że nie dysponuje jakimiś szczególnie wielkimi zasobami. W takim wypadku chciałbym zwrócić Twoją uwagę na dwa inne fragmenty Ewangelii. W pierwszym z nich Pan Jezus zwraca uwagę, że nawet najmniejsze dobro uczynione Jego słudze, zostanie wynagrodzone: I kto napoi jednego z tych małych choćby kubkiem zimnej wody ze względu na to, że jest on uczniem, zapewniam was, nagroda na pewno go nie minie. (Mat. 10,42) Nie ma już drobniejszej przysługi, jak podanie kubka wody do picia! I naprawdę każdego stać na coś takiego!

Drugi fragment jest równie ciekawy: Jezus usiadł naprzeciw świątynnej skarbony i zaczął się przyglądać, jak tłum rzuca do niej pieniądze, a wielu bogatych rzucało bardzo wiele. Przyszła też pewna uboga wdowa i wrzuciła dwa grosze. Wówczas przywołał swoich uczniów i powiedział im: Zapewniam was, ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż oni wszyscy. Bo oni wrzucali z tego, co im zbywało, ona zaś – sama w niedostatku – wrzuciła wszystko, co miała, całe swoje utrzymanie. (Mar. 12,41-44 Nowe Przymierze) A więc jest jakiś szczególny przelicznik ziemskich pieniędzy na wartość w wieczności. Nie liczy się bezwzględna kwota, ale raczej to, ile ona znaczy dla dającego. Czy uboga wdowa otrzyma nagrodę w wieczności większą niż bogaci ludzie wrzucający ogromne kwoty? Zakładamy, że tak…

Jaki jest Twój plan biznesowy na wieczność? Czy masz zwyczaj inwestować w przyszłość umiejętnie wykorzystując te pieniądze, czas i energię, jakimi dysponujesz? Bycie niezamożnym nikogo nie pozbawia takiej możliwości… Zatem każdego stać gromadzenie skarbów w niebie.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/12/06/plan-biznesowy-na-wiecznosc/feed/ 0
Inwestowanie w wieczność https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/26/inwestowanie-w-wiecznosc/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/26/inwestowanie-w-wiecznosc/#respond Sun, 26 Nov 2017 21:05:11 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=509 czytaj dalej...]]>

Inny sposób wzmocnienia nadziei, „zakotwiczenia się w niebie”, to świadome zainwestowanie doczesnego życia w wieczność. Pan Jezus zachęca nas: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną: Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje (Mat. 6,19-21). To jego stwierdzenie oznacza, że możemy w trakcie doczesnego życia gromadzić sobie skarby w niebie i że jest to bardzo pewna, bezpieczna inwestycja. Pozwolę sobie przytoczyć przykład osoby, która to niewątpliwie robiła.

Apostoł Paweł był bardzo świadomy wieczności i wartości inwestowania swojego życia właśnie w wieczność. Do chrześcijan w Tesalonice, którym głosił Ewangelię, następnie otoczył opieką i doprowadził do dojrzałości, napisał: Bo któż jest naszą nadzieją albo radością, albo koroną chwały przed obliczem Pana naszego Jezusa Chrystusa w chwili jego przyjścia? Czy nie wy? (I Tes. 2,19)

Jeśli przeczytamy jeszcze kilka innych wersetów z tego samego rozdziału (I Tes. 2,7‑12), poprzedzających powyżej zacytowany, to jasne staje się, że Paweł, a także towarzyszący mu Sylas i Tymoteusz, zainwestowali część swojego życia w Tesaloniczan. Najpierw tych nowonawróconych ludzi – duchowe niemowlęta – otoczyli matczyną miłością, pełną pasji i oddania. A potem, gdy oni już nieco „podrośli” duchowo, wychowywali ich okazując im ojcowską miłość. Zachęcali do lepszego, bardziej zwycięskiego życia. Uczyli radzić sobie z bólem porażek i niepowodzeń. A także swoim własnym przykładem pokazywali jak żyć bezkompromisowo dla wartości Bożego Królestwa. A taki rodzaj rodzicielskiej opieki wymaga poświęcenia! Nie da się czegoś takiego dokonać bez dotknięcia życia tych ludzi, bez oddania im jakiejś części swojego życia. I właśnie w ten sposób Paweł  gromadzili sobie nagrodę w niebie – wieniec chwały.  

Jest wiele osób, które starają się służyć Bogu. Jest wielu przywódców, których podziwiamy za ich osiągnięcia w tej służbie: ilość ludzi, którzy usłyszeli Ewangelię, wzrost lokalnej wspólnoty kościelnej, a może nauczanie, które zmieniło wiele osób. Ale wygląda na to, że spośród wielu rzeczy, które możemy robić, najcenniejsze jest „zasiewanie” swojego życia w życie drugiego człowieka. W gronie tych, którzy zgromadzili sobie nagrodę w niebie z całą pewnością są wszyscy pobożni rodzice, którzy otaczają miłością i wychowują swoje dzieci. W szczególności wszystkie mamy, które w pełnej poświęcenia miłości przekazują swoim dzieciom swoją wiarę w Boga. Ta służba nie straci swojej nagrody, chociaż tutaj na ziemi, często jest niedoceniana.

A Ty, dla kogo żyjesz? W kogo zasiewasz swoje życie? Dla kogo jesteś błogosławieństwem?

Pan Jezus zachęcając do inwestowania swojego życia w wieczność, powiedział jeszcze coś ważnego: gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje (Mat. 6,21). To oznacza, że jeśli świadomie inwestujesz w wieczność, czyli robisz coś, za co nagroda będzie dopiero w przyszłym życiu, przenosisz TAM swoje serce, „zakotwiczasz się w wieczności”. To oznacza właściwą zmianę w kierunku życia, zainteresowaniach, priorytetach. Nadzieja wieczności wzrasta.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/26/inwestowanie-w-wiecznosc/feed/ 0
Wizja Tatiany Pudło https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/13/sen-tatiany-pudlo/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/13/sen-tatiany-pudlo/#respond Mon, 13 Nov 2017 15:05:44 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=504 czytaj dalej...]]>

Modliłam się, dziękowałam Bogu za dziedzictwo, za ziemię obiecaną… i zobaczyłam, że stoję na polu, nie pamiętam krajobrazu, ale dobrze pamiętam zwykłą trawę… nie umiem powiedzieć co to było, sen czy wizja… ale z pewnością mogę powiedzieć, że widziałam w trawie i pośród trawy Bożą chwałę, a Jego obecność była wszędzie… Ciężko wyrazić to słowami… Było to podobne do tego, kiedy widzimy piękny kwiat, oglądamy, rozkoszujemy się jego widokiem, ale żeby pomyśleć, że to Bóg go stworzył, potrzebujemy czasu. Ale tam było odwrotnie – od razu wyraźnie widać było Jego chwałę, a potem sam kwiat… Przez oglądanie Jego chwały i rozkoszowanie się Jego obecnością spływała na mnie radość i cały czas rosła, i nie było jej końca… nie męczyło mnie to ani mi się nie nudziło… na ziemi można być zmęczonym dobrymi emocjami – tam odwrotnie… nie było żadnych ograniczeń – strachu, wątpliwości… uwielbienie – to tam taki normalny, stały stan…

Sen‑wizja skończył się i ja zastanawiałam się – to przez oglądanie tylko trawy i pola? Bo nic innego nie widziałam… Ale i tak byłam szczęśliwa, że mogę wracać w pamięci do tego stanu rozkoszy…

Po miesiącu czy dwóch, znowu byłam w tym samym miejscu… pole, trawa… i radość bezgraniczna oglądania Bożej chwały i obecności… i nagle przed sobą zobaczyłam Boga… dokładniej, to całego Go nie widziałam, tylko część… patrzyłam tam i widziałam całą naszą relację z Bogiem – jak On mnie kocha, troszczy się o mnie, chroni, dba – moje modlitwy, pytania, wyznania – Jego odpowiedzi, objawienia, namaszczenia, przebaczenie, oczyszczenie (wszystko, co tutaj mam na ziemi, ale nie mogę tego zobaczyć) i w tym wszystkim Jego Potęgę, Moc, Chwałę… po jakimś czasie ta chwała zaczęła zstępować na mnie, a ja nią jaśniałam… ona odbijała się ode mnie… Moją cząstkę w Bogu mogłam widzieć tylko ja. Ta chwała nie miała granic… obok siebie zobaczyłam innych ludzi… oni też patrzyli na Boga i widzieli swoje cząstki w Bogu, których nikt inny nie mógł bezpośrednio zobaczyć, ale każdy mógł oglądać ich odbicie… to była taka mozaika Boga… Jego odbicie w nas… taka pełnia, którą On nas napełnił… w tym momencie bardzo zaskoczyła mnie jedność, która łączyła różnice pomiędzy poziomami i rodzajami chwały w nas – była to prawie namacalna – miłość – o tak to była MIŁOŚĆ – Ona potrafiła bez zmiany indywidualności każdego z nas stworzyć JEDNO bez konfrontacji!!!! To co na ziemi doprowadziłoby do konfliktu lub religijnej wojny tu w ogóle nie było istotne…

Jeszcze dziwniejsze było to, że nie widziałam w ogóle dokładnych rysów ludzi stojących obok… bo chwała Boża zstępująca na nich odwracała całą uwagę na siebie…

Mieliśmy swoje cząstki w Bogu, jeden mniejszą, drugi większą… ale nikt nie był zazdrosny, ani nie użalał się nad sobą… bo najmniejsza cząstka była tak duża, że można było się rozkoszować nią przez całą wieczność, a ten który miał bardzo, bardzo dużą cząstkę, wiedział że i tak to nie jest cały Bóg… żeby oglądać Całego Boga, musieliśmy spojrzeć na siebie nawzajem…

Pamiętam ten stan wolności od strachu przed błędami, grzechami – to było niesamowite!

Wolność, miłość, jedność – to wszystko wywoływało olbrzymią radość, która cały czas narastała…

Bardzo jestem szczęśliwa, że doświadczyłam czegoś takiego… teraz widzę w Biblii
i w życiu to, co wcześniej nie było widoczne… mam duże pragnienie lepszej relacji z Bogiem… więcej szacunku do relacji innych ludzi z Bogiem i nie tylko w Kościele…

Ale zdaję sobie sprawę, że sam ten sen ani nie przybliża ani nie oddala mnie od Boga… bo błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli…

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/13/sen-tatiany-pudlo/feed/ 0
Krótsza noga nadziei https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/#comments Wed, 01 Nov 2017 13:41:34 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=490 czytaj dalej...]]>

Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość. (I Kor. 13,13) Ten werset wymienia trzy cnoty chrześcijanina, które są fundamentalne, gdy chodzi o nasz udział w Królestwie Bożym. Są one jak trzy nogi stołka lub statywu, na których stoi on pewnie, bez zachwiania na każdym podłożu. No chyba, że jedna z nóg jest znacznie krótsza od pozostałych…

Największą z nich jest miłość. Po niej można rozpoznać naśladowców Chrystusa. W każdym momencie historii, autentyczni, znający Boga chrześcijanie dawali dowody posiadania tej cnoty okazując miłość na wiele sposobów. Czasem gubimy się, gdy chodzi o praktykowanie miłości według standardów Chrystusa, ale raczej dobrze rozumiemy, na czym ona polega. Mając taką świadomość, zmagamy się, aby utrzymać/odzyskać to, co nazywamy „pierwszą miłością”.

Z kolei wiara jest częstym tematem nauczania, napisano na jej temat wiele książek. Reformacja przywróciła znaczenie wiary, jako jedynego sposobu, aby się podobać Bogu i przyjąć od Niego zbawienie. W XX wieku mieliśmy do czynienia z poruszeniem, którego celem było odnowienie zrozumienia wiary w Kościele. Od tego czasu mówimy o „ruchu wiary”. Indywidualnie i jako Kościół wzrastamy w wierze w różnych sferach, ostatnio to się szczególnie dokonuje, gdy chodzi o uzdrowienie. Kościół wie czym jest wiara.

Ale nadzieja jest prawie nieobecna w naszej chrześcijańskiej świadomości. Nie jestem pewien, czy na pytanie „na czym polega nadzieja?”, otrzymałbym od każdego poprawną, zgodną z Pismem odpowiedź. Nadzieja dotyczy celu naszego życia, przyszłości, jaka została przygotowana przez Boga w wieczności. A temu poświęcamy stosunkowo niewiele uwagi. Jeśli ktoś opowiada świadectwo, dotyczy ono rzeczy, które się wydarzyły teraz, w tym życiu. Prawie wszystkie nasze modlitwy dotyczą doczesnych potrzeb, jakie odczuwamy: potrzeb materialnych, relacji rodzinnych, zdrowia, duchowej wolności. Jeśli mówimy o sukcesie w życiu i służbie, to przeważnie chodzi o sukces tutaj na ziemi. „Noga nadziei” jest zdecydowanie krótsza w naszym zachodnim chrześcijaństwie. To jest częściowo zrozumiałe, bo doczesne rzeczy są dla nas bardziej rzeczywiste niż te wieczne. Nie jest to też problem nowy, bo już apostoł Paweł napisał:

Przeto i ja, odkąd usłyszałem o wierze waszej w Pana Jezusa i o miłości do wszystkich świętych, nie przestaję dziękować za was i wspominać was w modlitwach moich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego(Ef. 1,15-18)

A przecież to właśnie w wieczności spędzimy większość naszego życia!

Jeśli nie mamy tej świadomości, to możemy na przykład zmarnować doczesne życie poświęcając je na osiąganie rzeczy, które liczą się tutaj, a nie będą miały żadnej wartości w wieczności. Mądrość polegałaby raczej na inwestowaniu w wieczność, skoro tam jest prawdziwe życie! Powstają więc ważne pytania: Czy inwestuję w wieczność? I czy w ogóle jest taka możliwość? Jak mogę to zrobić najlepiej? Czy są jakieś zasady takiej inwestycji?

I jeszcze jedna uwaga. Są miejsca na świecie, gdzie „noga nadziei” wcale nie jest krótka. Mam na myśli chrześcijan gotowych znieść prześladowanie, spędzając wiele lat w więzieniach. Albo takich, którzy stali się męczennikami wiary, gotowymi na śmierć w kwiecie wieku. Jak zachowalibyśmy się wobec takich wyzwań my, chrześcijanie typu zachodniego?

Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. (I Kor. 15,19)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/feed/ 2
Trzeba pójść, czy może sami przyjdą? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/#respond Thu, 22 Jun 2017 21:23:09 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=439 czytaj dalej...]]>

Niezwykle często spotykam się oczekiwaniem Kościoła, że ludzie jeszcze nie nawróceni będą przychodzić i się nawracać. Takie oczekiwanie może być inspirowane poprzez świadectwa niezwykłych przebudzeń, gdy Boża chwała zstępowała na ziemię, ludzie w okolicy byli dotykani przez Boga i nawracali się do Niego w drodze do miejsca zgromadzeń, zanim jeszcze ktoś im powiedział Ewangelię. Tylko, że póki co, są to bardzo wyjątkowe sytuacje, a polecenia Słowa Bożego są dość klarowne (wszystkie cytaty z Nowego Przymierza, podkreślenia moje):

Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów… (Mat. 28,19)

Idźcie do najdalszych zakątków świata i głoście tam dobrą nowinę wszystkim bez wyjątku. (Mar. 16,15)

będziecie Mi świadkami tu, w Jerozolimie, w całej Judei, Samarii – i aż po najdalsze krańce ziemi. (Dz. 1,8)

Zacytowałem trzy polecenia głoszenia Ewangelii. Dwa z nich zawierając czasownik „iść” w trybie rozkazującym, trzecie co prawda nie zawiera tego czasownika, ale bycie świadkiem Chrystusa po najdalsze krańce ziemi niewątpliwie wymaga przemieszczania się do tych wszystkich miejsc. Nie ma wątpliwości – głoszenie Ewangelii wymaga dotarcia do ludzi, którzy mają ją usłyszeć. Kościół ma pójść tam, gdzie są ludzie!

Czy to musi oznaczać wyjście na ulice, zaczepianie nieznajomych i głoszenie im? Niekoniecznie. To akurat jest ta mniej skuteczna forma ewangelizacji, a w dodatku większość z nas po prostu nie znosi zaczepiania nieznajomych. Oczywiście, niektórych Bóg wysyła na zagraniczną misję, albo do innej miejscowości w kraju… Ale zdecydowana większości nas wcale nie musi wyjeżdżać, ani nawet zaczepiać nieznajomych! Chodzi po prostu o aktywność z naszej strony wśród osób, które nas otaczają. Na czym ona może polegać?

Po pierwsze możemy się regularnie, wytrwale modlić za te osoby, błogosławić je, posyłać do nich nasz pokój.

Po drugie, możemy się z nimi bliżej zapoznać, może nawet zaprzyjaźnić, a w rezultacie zainteresować się, aby się dowiedzieć, czego potrzebują, z czym się zmagają.

Po trzecie, jak już wiemy o potrzebach tych osób, mamy możliwość, aby w trafny sposób okazać im miłość poprzez praktyczną pomoc, albo konkretną modlitwę. Możemy być zaskoczeni Bożą odpowiedzią na takie modlitwy!

Po czwarte wreszcie, możemy wykorzystać dogodny moment, aby przedstawić Ewangelię w całości, albo chociażby jej część, tyle, ile się da w danej chwili. Tak, można znajomym i krewnym przedstawiać Ewangelię stopniowo!

Jeśli Pan Jezus mówi do Ciebie (kolejny fragment zawierający czasownik „iść”!): Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał, aby Ojciec spełnił wam wszystko to, o co poprosicie w moim imieniu. (Jan 15,16), to znaczy, że się do tego nadajesz! On się nie myli!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/feed/ 0
Radość życia i ból rozczarowania https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/#respond Mon, 05 Jun 2017 10:40:39 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=412 czytaj dalej...]]>

Najbardziej życiodajną służbą chrześcijanina jest przekazywać otrzymane od Boga życie dalej. Jeśli chcesz zachować życie, nie pozwolić, aby wyschło, musisz innych przyprowadzać do Chrystusa. Nie ma większej radości i większego przypływu życia, niż przyczynić się do czyjegoś zbawienia! Ale te momenty radości i życia przeplatają się z momentami rozczarowania…

Pan Jezus porównał głoszenie Ewangelii do rozsiewania ziarna. To jest przypowieść o siewcy, którego ziarno pada na cztery rodzaje gleby (patrz na przykład Mat. 13,4‑9.18‑23)

Ziarno zasiane na drodze. Gdy głosimy Ewangelię, to napotkamy na obojętność. Bardzo często. I to ze strony osób, na które „liczyliśmy”. Mówimy, wydaje się że ktoś słucha ze zrozumieniem, ale ani w najbliższym czasie, ani też później nie widać żadnej przemiany, żadnego owocu. To powoduje rozczarowanie i zniechęcenie.  

Ziarno zasiane na gruncie skalistym. Będziemy też oglądać spektakularne, pełne pasji nawrócenia. To wspaniała nagroda dla każdego, który głosi słowo Ewangelii. Z ekscytacją opowiadamy innym o tych nawróceniach, aby i oni mogli podzielać naszą radość, i aby ich zachęcić do głoszenia. Ale zdarza się, że po pewnym czasie entuzjazm takich osób wygasa. Przychodzą jakieś drobne rozczarowania, porażki, przeciwności, i ci gwałtownie nawróceni ludzi zobojętnieją i odejdą. Niezrozumiałe i bardzo przykre.

Ziarno zasiane między ciernie. Zdarzą się też osoby, które w zasadzie dobrze i szczerze przyjęły Słowo Ewangelii, ale pozostawiły w swoim życiu chwasty nadmiernych trosk, starania się o ziemski dobrobyt. Taki chwast można unieszkodliwić tylko na jeden sposób – całkowicie go wyrywając, czyli wyćwiczyć się w gromadzeniu skarbów w niebie. Jeśli to nie nastąpi, to nawet jeśli ktoś dochowuje wierności, to jego życie w zasadzie nie przynosi żadnego owocu – całą energię zużywają ciernie trosk i pożądania, pogoni za doczesną przyjemnością, za wygodą. Takie osoby mogą bardzo długo wytrwać w relacji z Bogiem i Jego Kościołem, ale ich życie nie powoduje wzrostu Królestwa Bożego. W pewnym sensie jest zmarnowane. Nie ma pełnej satysfakcji, szkoda.

Pan Jezus uprzedził nas, jakie mogą być efekty głoszenia Ewangelii i nie nakazał wcześniejszego sprawdzania gleby, na którą siejemy, czyli człowieka, któremu głosimy. Takie rozczarowania są wliczone w naszą służbę Bogu. Zostały zapowiedziane. Są nieuchronne. Pomimo to, mamy zasiewać szeroko, bo nie wiemy, kto kim jest, jaką jest glebą.

Ale oprócz nieuchronnych i bolesnych rozczarowań, czeka nas też radość. Przynajmniej od czasu do czasu. To jest wtedy, gdy nie tylko pokazaliśmy komuś drogę zbawienia, ale on sam stał się wspaniałym narzędziem w Bożych rękach do ratowania wielu kolejnych osób. To jest ziarno posiane na żyzną glebę. Dla tej radości warto znieść rozczarowania!

I jeszcze wskazówka. Jeśli ograniczasz głoszenie Ewangelii do osób zupełnie nieznajomych (np. ewangelizacja uliczna), to prawdopodobieństwo, że Ewangelia zostanie przyjęta jest bardzo małe. Rozczarowanie będzie bardzo dominujące i może przerodzić się w zniechęcenie. Więcej szans na sukces będziesz mieć, gdy starasz się być świadectwem wśród ludzi, z którymi się znasz. Gdy okazujesz im zainteresowanie i miłość, cierpliwie czekasz na dogodny moment, aby przekazać Słowo Życia, to jest bardzo duża szansa, że się uda!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/feed/ 0