Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 45

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 47

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 48

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 29

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 30

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 36

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 41

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 50

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 56

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/blog/functions/images.php on line 75

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php:45) in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
Ewangelizacja – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl Czy dostrzegasz obydwie? Wed, 21 Nov 2018 21:20:12 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.8.5 https://andrzej.kbwch.pl/wp-content/uploads/2017/03/cropped-medal-32x32.png Ewangelizacja – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl 32 32 Opakowanie czy zawartość? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/21/opakowanie-czy-zawartosc/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/21/opakowanie-czy-zawartosc/#respond Wed, 21 Nov 2018 21:20:12 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=559 czytaj dalej...]]>

Opakowanie (pudełko, torebka, butelka, puszka, słoik itd) to coś w czym znajduje się towar, który kupujemy w sklepie. Służy do tego, aby określona ilość towaru została wydzielona, zmagazynowana, kupiona i skonsumowana. Chodzi nam o zawartość, ale najpierw widzimy opakowanie i to ma swoje znaczenie: kształt i kolor może nam pomóc z daleka zauważyć to, czego szukamy. Opis dostarcza nam potrzebnych informacji. Opakowania są tak projektowane, aby swoim wyglądem przyciągać i zachęcać do zakupu. Na przykład, jeśli to będzie wyglądać jak szary papier z prostym nadrukiem, to nabywca może sądzić, że ma do czynienia ze zdrową żywnością wolną od chemicznych dodatków i podjąć decyzję o zakupie na tej podstawie. Zwłaszcza jeśli jeszcze pojawi się magiczne słowo „bio”…

Jakie znaczenie ma opakowanie, jeśli zazwyczaj je wyrzucamy, gdy skonsumujemy zawartość, której poszukiwaliśmy? Opakowanie jest ważne, bo ono kieruje nas do poszukiwanego dobra! Jeśli zapakujemy dobry towar byle jak, to może się okazać, że mamy w ofercie coś wspaniałego, ale niewiele osób to w ogóle zauważy. Jeśli zaś damy wspaniałe opakowanie, ale w środku będzie coś byle jakiego, to wiele osób to kupi, ale tylko raz. I po tym doświadczeniu nasze opakowanie będzie do nich przemawiać: „omijaj mnie!”.

Te proste zasady mają związek zarówno z naszym indywidualnym życiem jako chrześcijan, jak i funkcjonowaniem wspólnot kościelnych, które tworzymy. Nie jesteśmy i nie powinniśmy być handlarzami duchowych dóbr (patrz II Kor. 2,17), ale mamy za zadanie dotrzeć do ludzi i tu obowiązuję te same zasady komunikacji, co w handlu. Najpierw zwracamy uwagę na opakowanie:

  • czy nasze spotkania (i wszelka obecność w sferze publicznej, na przykład w Internecie) są atrakcyjne dla osób spoza naszego kościelnego środowiska?
  • czy bylejakość zewnętrznej formy nie odstrasza? nie zniechęca?
  • a może w drugą stronę – przesadzamy z formą obiecując więcej niż to, co można znaleźć w środku?
  • czy są zrozumiałe – wyraźnie komunikują ludziom o zawartości, aby mogli podjąć decyzję, żeby z niej skorzystać?

Wy jesteście światłością świata, nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. (Mat. 5,14–15)

Można jeszcze zwrócić uwagę, że jest jeszcze czynnik nadprzyrodzony – Boża obecność, pokój, który ludzie odczuwają. Ludzie mogą być też w jakiś sposób przyciągani przez Ducha Świętego. Słusznie, ale to już jest Boża odpowiedzialność, nie nasza i to nas nie zwalnia z bycia zrozumiałymi i komunikatywnymi.

Sam Pan Jezus nie pasował do oczekiwań co do Mesjasza. Boży Syn pojawił się w nieodpowiednim opakowaniu. Podobnie było z Pawłem apostołem, wielkim Bożym sługą: „jego wygląd zewnętrzny lichy” (II Kor. 10,10), „stan mój cielesny wystawił was na próbę” (Gal. 4,14). Jednak ponownie musimy uznać, że to była Boża decyzja, aby wspaniały „towar” ukryć w nieatrakcyjnym opakowaniu. Bo nie chodzi o handel motywowany zyskiem, ale o nawiązanie prawdziwej głębokiej relacji z Bogiem, która jest poprzedzona szczerym szukaniem.

Naszą odpowiedzialnością jest zadbać zarówno o jakość zawartości (życia z Bogiem), jak i opakowanie, które będzie dobrze przekazywać informację o tym, czym możemy się podzielić z ludźmi. To dotyczy zarówno osobistego życia, jak i działania całych wspólnot chrześcijańskich.

A jak Ty dbasz o odpowiednie „opakowanie”, aby jak najwięcej osób dostrzegło życie, które Bóg Ci dał i zapragnęło go?

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/11/21/opakowanie-czy-zawartosc/feed/ 0
Trzeba pójść, czy może sami przyjdą? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/#respond Thu, 22 Jun 2017 21:23:09 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=439 czytaj dalej...]]>

Niezwykle często spotykam się oczekiwaniem Kościoła, że ludzie jeszcze nie nawróceni będą przychodzić i się nawracać. Takie oczekiwanie może być inspirowane poprzez świadectwa niezwykłych przebudzeń, gdy Boża chwała zstępowała na ziemię, ludzie w okolicy byli dotykani przez Boga i nawracali się do Niego w drodze do miejsca zgromadzeń, zanim jeszcze ktoś im powiedział Ewangelię. Tylko, że póki co, są to bardzo wyjątkowe sytuacje, a polecenia Słowa Bożego są dość klarowne (wszystkie cytaty z Nowego Przymierza, podkreślenia moje):

Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów… (Mat. 28,19)

Idźcie do najdalszych zakątków świata i głoście tam dobrą nowinę wszystkim bez wyjątku. (Mar. 16,15)

będziecie Mi świadkami tu, w Jerozolimie, w całej Judei, Samarii – i aż po najdalsze krańce ziemi. (Dz. 1,8)

Zacytowałem trzy polecenia głoszenia Ewangelii. Dwa z nich zawierając czasownik „iść” w trybie rozkazującym, trzecie co prawda nie zawiera tego czasownika, ale bycie świadkiem Chrystusa po najdalsze krańce ziemi niewątpliwie wymaga przemieszczania się do tych wszystkich miejsc. Nie ma wątpliwości – głoszenie Ewangelii wymaga dotarcia do ludzi, którzy mają ją usłyszeć. Kościół ma pójść tam, gdzie są ludzie!

Czy to musi oznaczać wyjście na ulice, zaczepianie nieznajomych i głoszenie im? Niekoniecznie. To akurat jest ta mniej skuteczna forma ewangelizacji, a w dodatku większość z nas po prostu nie znosi zaczepiania nieznajomych. Oczywiście, niektórych Bóg wysyła na zagraniczną misję, albo do innej miejscowości w kraju… Ale zdecydowana większości nas wcale nie musi wyjeżdżać, ani nawet zaczepiać nieznajomych! Chodzi po prostu o aktywność z naszej strony wśród osób, które nas otaczają. Na czym ona może polegać?

Po pierwsze możemy się regularnie, wytrwale modlić za te osoby, błogosławić je, posyłać do nich nasz pokój.

Po drugie, możemy się z nimi bliżej zapoznać, może nawet zaprzyjaźnić, a w rezultacie zainteresować się, aby się dowiedzieć, czego potrzebują, z czym się zmagają.

Po trzecie, jak już wiemy o potrzebach tych osób, mamy możliwość, aby w trafny sposób okazać im miłość poprzez praktyczną pomoc, albo konkretną modlitwę. Możemy być zaskoczeni Bożą odpowiedzią na takie modlitwy!

Po czwarte wreszcie, możemy wykorzystać dogodny moment, aby przedstawić Ewangelię w całości, albo chociażby jej część, tyle, ile się da w danej chwili. Tak, można znajomym i krewnym przedstawiać Ewangelię stopniowo!

Jeśli Pan Jezus mówi do Ciebie (kolejny fragment zawierający czasownik „iść”!): Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał, aby Ojciec spełnił wam wszystko to, o co poprosicie w moim imieniu. (Jan 15,16), to znaczy, że się do tego nadajesz! On się nie myli!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/22/trzeba-pojsc-czy-moze-sami-przyjda/feed/ 0
Radość życia i ból rozczarowania https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/#respond Mon, 05 Jun 2017 10:40:39 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=412 czytaj dalej...]]>

Najbardziej życiodajną służbą chrześcijanina jest przekazywać otrzymane od Boga życie dalej. Jeśli chcesz zachować życie, nie pozwolić, aby wyschło, musisz innych przyprowadzać do Chrystusa. Nie ma większej radości i większego przypływu życia, niż przyczynić się do czyjegoś zbawienia! Ale te momenty radości i życia przeplatają się z momentami rozczarowania…

Pan Jezus porównał głoszenie Ewangelii do rozsiewania ziarna. To jest przypowieść o siewcy, którego ziarno pada na cztery rodzaje gleby (patrz na przykład Mat. 13,4‑9.18‑23)

Ziarno zasiane na drodze. Gdy głosimy Ewangelię, to napotkamy na obojętność. Bardzo często. I to ze strony osób, na które „liczyliśmy”. Mówimy, wydaje się że ktoś słucha ze zrozumieniem, ale ani w najbliższym czasie, ani też później nie widać żadnej przemiany, żadnego owocu. To powoduje rozczarowanie i zniechęcenie.  

Ziarno zasiane na gruncie skalistym. Będziemy też oglądać spektakularne, pełne pasji nawrócenia. To wspaniała nagroda dla każdego, który głosi słowo Ewangelii. Z ekscytacją opowiadamy innym o tych nawróceniach, aby i oni mogli podzielać naszą radość, i aby ich zachęcić do głoszenia. Ale zdarza się, że po pewnym czasie entuzjazm takich osób wygasa. Przychodzą jakieś drobne rozczarowania, porażki, przeciwności, i ci gwałtownie nawróceni ludzi zobojętnieją i odejdą. Niezrozumiałe i bardzo przykre.

Ziarno zasiane między ciernie. Zdarzą się też osoby, które w zasadzie dobrze i szczerze przyjęły Słowo Ewangelii, ale pozostawiły w swoim życiu chwasty nadmiernych trosk, starania się o ziemski dobrobyt. Taki chwast można unieszkodliwić tylko na jeden sposób – całkowicie go wyrywając, czyli wyćwiczyć się w gromadzeniu skarbów w niebie. Jeśli to nie nastąpi, to nawet jeśli ktoś dochowuje wierności, to jego życie w zasadzie nie przynosi żadnego owocu – całą energię zużywają ciernie trosk i pożądania, pogoni za doczesną przyjemnością, za wygodą. Takie osoby mogą bardzo długo wytrwać w relacji z Bogiem i Jego Kościołem, ale ich życie nie powoduje wzrostu Królestwa Bożego. W pewnym sensie jest zmarnowane. Nie ma pełnej satysfakcji, szkoda.

Pan Jezus uprzedził nas, jakie mogą być efekty głoszenia Ewangelii i nie nakazał wcześniejszego sprawdzania gleby, na którą siejemy, czyli człowieka, któremu głosimy. Takie rozczarowania są wliczone w naszą służbę Bogu. Zostały zapowiedziane. Są nieuchronne. Pomimo to, mamy zasiewać szeroko, bo nie wiemy, kto kim jest, jaką jest glebą.

Ale oprócz nieuchronnych i bolesnych rozczarowań, czeka nas też radość. Przynajmniej od czasu do czasu. To jest wtedy, gdy nie tylko pokazaliśmy komuś drogę zbawienia, ale on sam stał się wspaniałym narzędziem w Bożych rękach do ratowania wielu kolejnych osób. To jest ziarno posiane na żyzną glebę. Dla tej radości warto znieść rozczarowania!

I jeszcze wskazówka. Jeśli ograniczasz głoszenie Ewangelii do osób zupełnie nieznajomych (np. ewangelizacja uliczna), to prawdopodobieństwo, że Ewangelia zostanie przyjęta jest bardzo małe. Rozczarowanie będzie bardzo dominujące i może przerodzić się w zniechęcenie. Więcej szans na sukces będziesz mieć, gdy starasz się być świadectwem wśród ludzi, z którymi się znasz. Gdy okazujesz im zainteresowanie i miłość, cierpliwie czekasz na dogodny moment, aby przekazać Słowo Życia, to jest bardzo duża szansa, że się uda!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/feed/ 0
Pozyskiwanie do sekty, czy dzielenie się życiem? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/05/29/pozyskiwanie-do-sekty-czy-dzielenie-sie-zyciem/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/05/29/pozyskiwanie-do-sekty-czy-dzielenie-sie-zyciem/#respond Mon, 29 May 2017 21:11:18 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=400 czytaj dalej...]]>

Bo my nie jesteśmy handlarzami Słowa Bożego, jak wielu innych, lecz mówimy w Chrystusie przed obliczem Boga jako ludzie szczerzy, jako ludzie mówiący z Boga. (Drugi List do Koryntian 2,17)

Przypuśćmy przez chwilę, że jestem człowiekiem świeżo nawróconym.

Właśnie przeżyłem swoje spotkanie z Jezusem. Kompletnie zaskoczył mnie Swoją miłością, jestem pełen wdzięczności za jego wspaniałe zbawienie, pełen entuzjazmu i gotowości, aby przekazać to życie całemu światu wokół. Ale znam tylko jedną historię spotkania z Jezusem – swoją własną. No może jeszcze historię kogoś, kto mi opowiedział swoje świadectwo… Znam też jeden sposób prezentacji Ewangelii – ten, przez który przeżyłem swoje nawrócenie oraz jedną modlitwę nawrócenia – tą przez którą właśnie przyszedłem do Jezusa. I jeśli przyłączyłem się do jakiejś żywej wspólnoty kościelnej, to jest to ta najwłaściwsza, bo innej po prostu nie znam.

W swojej gorliwości neofity głoszę więc innym jedyną słuszną metodę przyjścia do Chrystusa – tą, która zadziałała w moim przypadku! I jeśli zachęcam ich do Kościoła, to oczywiście do tego swojego. Jestem bardzo gorliwy, ale moje zrozumienie nawrócenia i zbawienia jest bardzo wąskie. W dodatku, opór, jaki napotykam ze strony wielu osób, z którymi rozmawiam, powoduje, że zaczynam nalegać, naciskać na nich, aby przyjęli poselstwo, które mam do przekazania. Nie potrafię zrozumieć, jak mogą się opierać przed przyjęciem takiego wspaniałego zbawienia! To wszystko powoduje, że w oczach ludzi jestem jak ktoś, kto usilnie chce wciągnąć ludzi do swojej sekty.

Gdy jednak upływa czas, poszerza się moje zrozumienie. Już wiem, że trzeba dać ludziom trochę czasu, aby Słowo wykonało w nich pracę i doprowadziło do nawrócenia. Odkrywam, że metoda, jaka doprowadziła mnie do spotkania z Jezusem nie jest jedyną słuszną, a nawiązywanie prawdziwej, pełnej wiary relacji z Jezusem Chrystusem może wyglądać niezwykle różnorodnie. No i moja wspólnota nie jestem jedynym słusznym (ani nawet najsłuszniejszym!) wyrazem Kościoła. A co najważniejsze: nie jest moim zadaniem przekonywanie ludzi do wiary, to zadanie należy do Ducha Świętego i tylko On jest w stanie je wykonać. Ja nie powinienem i nie potrzebuję w tym względzie żadnej presji na innych wywierać. Przychodzi głębsze zrozumienie i dojrzałość.

Nie byłem daleki od tego opisu zaraz po swoim nawróceniu. Szybko nauczyłem się „Czterech praw duchowego życia” i głosiłem innym Ewangelię dając im maksymalnie pół godziny, aby się nawrócili. Wywierałem na nich presję, aby pomodlili się w mojej obecności „modlitwą grzesznika”. Moja gorliwość nie przynosiła jednak oczekiwanych rezultatów. Jednak z czasem moje zrozumienie procesu nawrócenia bardzo się poszerzyło.

Na przykład zrozumiałem, że chociaż Bóg ma wymagania moralne, od których nie zamierza odstąpić, to jednak to wcale nie jest najważniejsze, aby ludzie się nawracali na moje standardy sprawiedliwości. Odkrywałem pewne ważne prawdy teologiczne na temat Boga, ale wyglądało na to, że On mniej wymaga od ludzi wiary w te prawdy, niż ja bym tego oczekiwał. Praktykowałem z powodzeniem pewne formy modlitwy, uwielbienia, spotykania się z Bogiem, ale były jeszcze inne, które też się sprawdzały. I coraz bardziej narastała we mnie świadomość, że Jemu nie chodzi o to, co zewnętrzne, ale o bliskie połączenie z człowiekiem. O relację miłości

Taka mniej więcej przemiana powinna nastąpić wraz z upływem czasu. Ale niestety, mam wrażenie, że nie zawsze tak jest. Jest możliwe, aby człowiek przez wiele lat od swojego nawrócenia pozostał kimś w rodzaju akwizytora, który próbuje sprzedać swój produkt.

Wierzę, że można żyć w wolności od presji, aby koniecznie kogoś przekonać do tego w co wierzymy. Wierzę, że wystarczy kogoś przyprowadzić do Jezusa, i w swoim tempie, pozna Prawdę u samego Źródła. Prawda jest w stanie się obronić i przekonać każdego, który z Nią się spotka. Warto wziąć przykład z Filipa: Filip spotkał Natanaela i rzekł do niego: Znaleźliśmy tego, o którym pisał w zakonie Mojżesz, a także prorocy: Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu. Wtedy Natanael rzekł do niego: Czy z Nazaretu może być coś dobrego? Filip na to: Pójdź i zobacz! (Ew. Jana 1,45‑46)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/05/29/pozyskiwanie-do-sekty-czy-dzielenie-sie-zyciem/feed/ 0
Ewangelizacja – zaplanowana czy przypadkowa? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/11/ewangelizacja-zaplanowana-czy-przypadkowa/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/11/ewangelizacja-zaplanowana-czy-przypadkowa/#comments Tue, 11 Apr 2017 20:16:22 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=341 czytaj dalej...]]>

Lubię rzeczy zaplanowane i dobrze zorganizowane. Przeważnie lepiej się udają. A jak jest z ewangelizacją? Jaka się bardziej udaje, jaka przynosi większe owoce?

Cóż, mamy niewielką możliwość zaplanowania czyjegokolwiek nawrócenia. Rzadko też trafnie oceniamy, kto jest gotowy przyjąć ewangelię, a kto nie. W rezultacie, zaplanowane, zorganizowane ewangelizacje są zwykle bardziej zasiewem, niż zbiorem. Oczekiwanie, że przez nie nastąpi natychmiastowy wzrost Kościoła, prowadzi często do rozczarowania. Ale mają one inne, ogromne znaczenie – stwarzają okazję do dawania świadectwa o Jezusie, a to jest życiodajne dla ludzi już nawróconych! Rozbudza w nich pragnienie ewangelizacji (albo je przywraca).

Zaplanowana ewangelizacja do zasiew na przyszłość i okazja do rozbudzenia ludzi już nawróconych do dzielenia się Ewangelią.

Natomiast „przypadkowa” ewangelizacja, czyli wykorzystywanie nadarzających się okazji, prowadzi do niespodziewanych nawróceń. I wydaje się, że jest z niej więcej owocu.

Przyjrzyjmy się biblijnej historii o miłosiernym Samarytaninie (Łuk. 10,27-37). Mamy w niej ciężko pobitego i obrabowanego przez zbójców podróżnego, kapłana, Lewitę oraz Samarytanina.

Dlaczego kapłan minął potrzebującego? Przecież wracał z Jerozolimy w kierunku Jerycha… Czyli był po służbie. Nie musiał się więc obawiać, że się zanieczyści przy zmarłym. Ale może sądził, że już oddał Bogu tyle, co należy i niczego więcej nie oczekuje się od niego? Dlaczego podobnie postąpił Lewita? Ponieważ szedł na służbę i nie mógł się spóźnić? Z pewnością miał poważne zadania w Bożym Królestwie… Obydwaj zauważyli pobitego i ominęli go przechodząc na drugą stronę drogi. Obydwaj dobrze znali Prawo.

Zupełnie inaczej zachował się Samarytanin, człowiek o znacznie niższych duchowych kwalifikacjach od kapłana czy Lewity. Jeśli w ogóle czcił Boga, to zapewne robił to nie całkiem prawidłowo. Jego wiara nie opierała się na samym Słowie Bożym. A jednak to właśnie on został postawiony przez Pana Jezusa jako wzór do naśladowania. 

Nikt, oprócz zbójców, nie planował tego, co się wydarzyło. Ani pobity podróżny, ani kapłan, ani Lewita, ani Samarytanin. I tylko Samarytanina było stać na zmianę planów, dodatkową stratę czasu i pieniędzy.

Jeśli dobrym wyrazem miłości do bliźniego jest podzielenie się z nim Ewangelią, a pobity podróżny symbolizuje ludzi pognębionych przez diabła, to naśladowanie Samarytanina oznacza gotowość do zmiany planów, jeśli nadarzy się okazja do okazania takiej miłości.

Zauważyłem, że okazje do okazania dobroci, zainteresowania, życzliwości, czy wręcz podzielenia się Ewangelią pojawiają się w najbardziej niedogodnych momentach życia. Wtedy, gdy jestem czymś innym zajęty, w drodze dokądś i czasem naprawdę się śpieszę. Co wtedy zrobię? Będę trzymał się swojego planu jak kapłan i Lewita, uspokajając swoje sumienie, że przecież służę Bogu… Czy też pozwolę, podobnie jak Samarytanin, aby jakiś jeszcze nienawrócony, potrzebujący człowiek zepsuł mi moje plany?

Skuteczna ewangelizacja, to życie w gotowości do tego, aby okazywać miłość i wytłumaczyć się ze swojej nadziei.

Polecam niewielką książkę Paula Scanlona „Rewolucja 15”. Przeczytaj jej fragment.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/11/ewangelizacja-zaplanowana-czy-przypadkowa/feed/ 1
Bez słów https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/07/bez-slow/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/07/bez-slow/#respond Fri, 07 Apr 2017 16:34:16 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=299 czytaj dalej...]]>

Ewangelia jest nade wszystko opowieścią, która wymaga posługiwania się słowami. W dodatku takimi, które mogą być zrozumiałe dla ludzi żyjących w konkretnej kulturze.

Pierwszy list Piotra porusza kwestię świadczenia o zbawiającej mocy Boga w nieprzychylnym Ewangelii społeczeństwie – we wrogim i nieprzyjaznym otoczeniu.

Przykład łagodności, cierpliwości i świętości życia wraz z gotowością na niesprawiedliwe cierpienie ze strony tych żyjących „poza Chrystusem” może i powinien być skutecznym narzędziem ewangelizacyjnym: „Wśród pogan zachowujcie się nienagannie (…) aby widząc wasze dobre czyny, mogli chwalić Boga w dniu nawiedzenia”(1 Ptr 2,12).

Szczególna obietnica odnosi się do żon, których mężowie „nie są posłuszni Słowu”. Apostoł Piotr zaleca i zapewnia: „Żony niech się podporządkują swoim mężom! Pozyskają wtedy dobrym przykładem, bez słów, nawet tych, którzy nie są posłuszni Słowu. Niech widzą waszą bogobojność i niewinność!” (1 Ptr 3,1). To jest przykład ewangelizacji bez słów. Taki właśnie niezwykły autorytet spoczywa na żonach.

Teksty biblijne zadziwiają skalą autorytetu przypisanego żonom. Pan Bóg zadeklarował: „Nie jest dobrze, by człowiek (mężczyzna) był sam. Uczynię mu pomoc podobną do niego” (Rdz 2,18).  Dalej wszystko, jak pamiętamy, potoczyło się ku zadowoleniu mężczyzny: „Ta wreszcie jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Będzie się zwała kobietą, bo z mężczyzny została wzięta” (Rdz 2,23). Użyte w tekście hebrajskim słowo `ezer tłumaczone jako „pomoc” pojawia się między innymi w Psalmach, jako tytuł godnościowy Boga. Oznacza ono zbawczą obecność Boga pośród Jego ludu. Niezwykłe!

Zdarza się, że kobiety doświadczają cierpienia ze strony niezbawionych mężów. Znane są jednak świadectwa pozyskania mężczyzn dla Ewangelii na drodze uległości i szacunku okazanych im przez oddane Chrystusowi żony. Nie było napominania: „nawróć się grzeszniku” i publicznych modlitw o „niezbawionego i bezbożnego męża”, ale raczej cierpliwe służenie potrzebom małżonka. To bardzo trudne zadanie. Jednak niesie ono w sobie przykład postępowania Boga wglądem każdego człowieka. On okazywał nam cierpliwość i obdarzał miłością, kiedy żyliśmy w buncie i nieposłuszeństwie wobec Niego. Zbawcza obecność Boga w historii Izraela – ludu o „twardym karku” dokonywała przemiany i przynosiła ratunek.

Pamiętam świadectwo pewnej siostry z Białorusi, która żyła z mężem – alkoholikiem. Kiedy przychodził pijany, służyła mu. Pielęgnowała. Przygotowywała posiłek i wygodne łóżko, aby mógł się wyspać. Jej pokorna postawa wobec męża przyniosła oczekiwany owoc – mężczyzna został pozyskany dla Ewangelii. W świecie, gdzie nadrzędnym celem jest unikanie wszelkiej niewygody, cierpienie jawi się jako niechciany i nad wyraz niepożądany element. A jednak czytamy: „Ten bowiem ma łaskę u Boga, kto ze względu na Niego znosi przykrości, niesprawiedliwie cierpiąc. Do tego bowiem zostaliście powołani! Chrystus również za was cierpiał i zostawił wam przykład, abyście szli Jego śladami” (1 Ptr 2,19.21).

Czy każda kobieta, mająca niewierzącego męża, w dodatku alkoholika, może swoją postawą pozyskać go dla Chrystusa? Nie wiem. Podobnie jak nie wiemy czy każde głoszenie Ewangelii wzbudzi wiarę w sercach tych, którzy słuchają. Z całą pewnością nie możemy też, jako Kościół, przyzwalać na to, aby żony doświadczały przemocy i agresji ze strony niewierzących mężów. W przypadkach kiedy zagrożone jest życie lub zdrowie któregoś z małżonków albo dzieci, a strona stanowiąca źródło zagrożenia nie zmienia się, zalecałbym czasową lub trwałą separację.

W postawie uległości żon wobec mężów jest zwycięska moc, za którą stoi sam Bóg. Elementem tej uległości jest docenianie, wspieranie i motywowanie męża do zajęcia właściwego dla niego miejsca, jako głowy rodziny. Kobieta pouczająca swojego męża i obnażająca jego braki w kwestii duchowych spraw poniesie porażkę. Mężowie poddają się prawdzie Ewangelii nie z powodu głoszonych im przez żony „kazań”, lecz w rezultacie ich postawy przepełnionej szacunkiem, niewinnością i bogobojnością.

Niezwykłymi bohaterami wiary są żony, które przykładnym życiem, bez słów, pozyskały mężów dla Chrystusa.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/07/bez-slow/feed/ 0
Czyny i słowa https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/29/czyny-i-slowa/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/29/czyny-i-slowa/#respond Wed, 29 Mar 2017 19:36:49 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=294 czytaj dalej...]]>

Zawsze głoście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, także słowami (św. Franciszek z Asyżu). To bardzo znany cytat. Sugeruje on, że Ewangelię można przekazywać inaczej niż słowami.

Jeśli ktoś głosi Ewangelię, a jego życie jest zaprzeczeniem jej przesłania i mocy, to jest po prostu mało wiarygodny. A nawet gorzej, złe świadectwo życia osób mieniących się chrześcijanami, może być „szczepionką” która skutecznie uodporni ludzi na przesłanie o Chrystusie.

W Nowym Testamencie czytam o cudownych znakach potwierdzających Ewangelię. Przemienione życie naśladowców Chrystusa dowodzi zbawiającej mocy Ewangelii. Obecność samego Chrystusa w każdej narodzonej na nowo osobie sprawia, że staje się ona światłością świata – Chrystus z niej promieniuje na ludzi wokół. Boży pokój napełniający chrześcijan jest odczuwany przez ludzi, z którymi oni się zadają.

Pokój lub światłość mogą pobudzić ludzi do szukania tego, co my otrzymaliśmy od Boga. Przemienione, oczyszczone z grzechu, nienaganne życie jest argumentem nie do odparcia – trudno się sprzeciwić świadectwu! Dlatego zdarza się, i to dość często, że naśladowcy Chrystusa są obmawiani, fałszywie oskarżani o rzeczy, których nie zrobili (Pan Jezus właściwie gwarantuje to swoim naśladowcom). To taka zasłona dymna, której celem jest utrudnić nawrócenie kolejnych osób.

Uczynki miłości pozyskują serca ludzi i otwierają ich na słuchanie. Znaki i cuda, szczególnie uzdrowienia i uwolnienia, są przejawami mocy Bożej, która zdziera zasłonę z serc ludzi.

Jest tych możliwości sporo i to rodzi pokusę, aby darować sobie mówienie, skoro innymi środkami można przekonywać…

Ale Ewangelia to konkretna treść, która wyraża się słowami! To jest wiadomość, Dobra Nowina! …że Chrystus umarł za nasze grzechy według Pism, że został pogrzebany i że trzeciego dnia zmartwychwstał według Pism. (I List do Koryntian 15,3-4 NP.)

Dlatego Piotr w swoim liście napomina: Na Panu – na Chrystusie – skupcie się raczej w swoich sercach. Dzięki temu będziecie zawsze gotowi do obrony przed każdym, kto zechce, byście mu wyjaśnili, dlaczego żyjecie nadzieją. (I List Piotra 3,15 NP)

Ewangelię zawsze trzeba opowiedzieć. Takie jest nasze zadanie. Nie zrobią tego za nas aniołowie, ani też Bóg sam się nie objawi ludziom. Podział zadań jest jednoznaczny i niezmienny. My opowiadamy, a Duch Boży przekonuje.

Opisany w Dziejach Apostolskich Korneliusz zobaczył potężnego anioła, który jednak nie przekazał mu Dobrej Nowiny, bo nie miał do tego prawa. Kazał posłać po Piotra, który miał odpowiednie upoważnienie. Obecnie często słyszymy o muzułmanach, którym we śnie objawił się Chrystus. Osobiście żadnego z nich nie poznałem, ale jasne jest, że nigdy bym się o tym nie dowiedział, gdyby ci muzułmanie nie spotkali jakichś chrześcijan, którym opowiedzieli o swoim przeżyciu (i zapewne uzyskali objaśnienie dotyczące drogi zbawienia).

Miłość, nienaganne życie, Boża obecność, znaki i cuda, działanie Ducha Świętego potwierdzają prawdziwość Ewangelii. A potwierdzenie ma sens tylko wtedy, gdy jest przekazywana treść.

Ewangelię zawsze trzeba opowiedzieć. Słowami.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/29/czyny-i-slowa/feed/ 0
Wiedzieć czy widzieć? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/22/wiedziec-czy-widziec/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/22/wiedziec-czy-widziec/#respond Wed, 22 Mar 2017 20:50:01 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=290 czytaj dalej...]]>

Bardzo mnie ostatnio poruszyła historia Pawła i Sylasa, gdy po raz pierwszy w historii dotarli z Ewangelią do Europy, czyli trafili do Filippi (Dzieje Apostolskie 16).

Czytamy tam o pewnej dziewczynie, która przynosiła znaczące dochody swoim właścicielom. Miała ducha wieszczego i ludzie płacili spore pieniądze, aby posłuchać tego, co miała do powiedzenia. A więc jej słowa miały niemałą wartość. I ta właśnie dziewczyna, bez żadnych opłat, przez wiele dni ogłaszała całemu miastu, że Paweł i Sylas „są sługami Najwyższego Boga! Oni głoszą wam drogę zbawienia!” Czy można sobie wyobrazić lepszą kampanię reklamową? Nie mam wątpliwości, że informacja skutecznie dotarła do wszystkich w mieście! I nie była to żadna oszczercza kampania! Ta młoda kobieta, której słów ludzie za pieniądze chcieli słuchać, mówiła prawdę! Ważną prawdę!

A jednak informacja, wiedza, to nie to samo, co przekonanie!

Kiedy zmęczony gorliwością dziewczyny (albo raczej uporem mieszkającego w niej demona) Paweł w końcu wyrzucił z niej złego ducha, jej reklama nic Pawłowi i Sylasowi nie pomogła. Zostali w niesprawiedliwy i okrutny sposób pobici, a następnie wrzuceni do najgorszej celi w więzieniu. I nie wydarzyło się to gdzieś w ciemnym zaułku, ale publicznie, przy współudziale tłumu mieszkańców miasta, jego władz i miejscowej służby więziennej. Taka trudna do zrozumienia historia… Wygląda na to, że duchowe konflikty mają wyższość nad rozumem. Ale najlepsze następuje potem.

Paweł i Sylas modlą się i wielbią Boga. I wtedy dokonuje się niesamowity cud! Następuje trzęsienie ziemi. Samo trzęsienie ziemi, to w Grecji rzecz normalna, niemal codzienna. Ale już to, że „mocne” trzęsienie nikogo nie zabija ani nie rani, a tylko otwierają się drzwi więzienia i opadają kajdany więźniów jest rzeczą niezwykłą. Taka precyzja musi być dziełem Bożym! I wtedy czytamy o czymś jeszcze bardziej niezwykłym. Stróż więzienia pada do nóg Pawła i Sylasa i nazywając ich „panami” (tytuł przysługujący Bogu, ewentualnie cesarzowi) i pyta się o drogę zbawienia! Do tego momentu, tak jak wszyscy wiedział, co głosili apostołowie, teraz otworzyły mu się oczy i zobaczył, Kto za nimi stoi i jak bardzo on sam potrzebuje ratunku. Zobaczył świętość Boga i swoją grzeszność.

Całkiem podobna jest historia Szymona Piotra, gdy dokonał niezwykłego połowu ryb na polecenie Pana Jezusa (patrz Ewangelia Łukasza 5).

W tej historii jest jeszcze jeden, bardzo znaczący wątek. Jestem przekonany, że Bóg odpowiedział na niezwykłą postawę Pawła i Sylasa, którzy zamiast się nad sobą użalać, śpiewali Jemu na chwałę. To wydaje się kluczem do tego cudu. Postawa przebaczenia, wdzięczności, oddawania chwały Bogu w chwilach bólu, niesprawiedliwości, odrzucenia ma niezwykłą moc. To był klucz do otwarcia oczu stróża więziennego i zbawienia całego jego domostwa.

Ludzie zostali duchowo zaślepieni i nie wystarczy, aby usłyszeli treść Ewangelii – potrzeba jeszcze Bożej mocy, aby otworzyły im się oczy i mogli uwierzyć!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/22/wiedziec-czy-widziec/feed/ 0
Chcą, czy nie chcą słuchać? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/17/chca-czy-nie-chca-sluchac/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/17/chca-czy-nie-chca-sluchac/#respond Fri, 17 Mar 2017 19:47:57 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=286 czytaj dalej...]]>

Jakiś czas temu usłyszałem kogoś stwierdzającego, że „dzisiaj ludzie nie chcą słuchać Ewangelii”. Czy tak rzeczywiście jest i czy kiedyś było inaczej?

Otaczający nas ludzie nie martwią się szczególnie dokąd pójdą po śmierci, czy są zbawieni, czy są pojednani z Bogiem, czy nie… Bardzo niewiele jest osób, które nie śpią po nocach z takich powodów. Ludzie nie są świadomi swojego tragicznego stanu duchowego, bo diabeł skutecznie ich zaślepił (patrz II Kor. 4,3-4). I dlatego generalnie nie chcą słuchać Ewangelii, bo nie jest ona odpowiedzią na odczuwane przez nich potrzeby. Pytanie brzmi: Jakie są więc te odczuwane potrzeby?

Kiedy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych robiliśmy ewangelizacje uliczne, to zdecydowana większość przechodniów była albo zainteresowana, albo wrogo nastawiona do nas. Ale któregoś dnia trafiła mi się rozmowa z dwoma młodymi Niemcami i przeżyłem szok. Akceptowali nas bez żadnych emocji, ani pozytywnych, ani negatywnych. Byli doskonale obojętni. Minęło od tego czasu niewiele lat i Polacy stali się bardzo podobni do tych Niemców. Nadzieja na materialny dobrobyt, który zaspokoi wszelkie potrzeby, spowodowała zobojętnienie na głoszoną Ewangelię. Zaniechaliśmy wychodzenia na ulicę, bo ludzie traktowali nas jak akwizytorów, a rozdawane przez nas traktaty jak ulotki reklamowe.

Wyjątkiem była współpraca z pewnym kościołem z Holandii. Przez dwa tygodnie wychodziliśmy z nimi na ulicę. Oni robili króciutką dramę, a potem liderka objaśniała, że przyjechali, aby modlić się o potrzeby napotkanych ludzi, takie jak depresja, choroba, brak pracy, zbawienie… Podchodziliśmy więc do tych, którzy na chwilę zatrzymali się, i pytaliśmy się, o co możemy się modlić. Bardzo rzadko ktoś odrzucał naszą propozycję. Oglądaliśmy ogromną ilość cudów na ulicy.  

Jeśli więc chcemy, aby ludzie nas słuchali, musimy zacząć od potrzeb, które oni odczuwają. To są takie rzeczy, jak odzyskanie zdrowia, znalezienie pracy, doświadczenie zaspokojenia w małżeństwie, sukces w wychowaniu dzieci, a czasem sprawa poczucia wartości, pokonanie depresji… Aby do kogoś dotrzeć, potrzebujemy się dowiedzieć, czego potrzebuje, co go obchodzi. Trzeba tą osobę chociaż trochę poznać, zainteresować się nią. A potem wyjść naprzeciw odczuwanej potrzebie. Pomóc według swoich możliwości, albo prosić Boga w modlitwie o Jego interwencję. Takie postępowanie, to miłość, która otwiera serca ludzi. Tak samo robił Pan Jezus, który najpierw uzdrawiał chorych i uwalniał dręczonych przez diabła, o potem głosił Ewangelię. Rzadko się zdarza, żeby ktoś nie chciał przyjąć pomocy od osoby, która okazuje szczere zainteresowanie – prawdziwą miłość. Ludzie na ogół doceniają modlitwę za nich, nawet jeśli nie ma widocznej odpowiedzi.

Czy ludzie chcą dzisiaj słuchać ewangelii? Moim zdaniem zdecydowana większość nie chce, podobnie jak nie chciała kiedyś i to się zbyt mocno nie zmienia. Jak możemy do nich dotrzeć mimo to? Okazanie miłości poprzez szczere zainteresowanie się nimi i ich odczuwanymi potrzebami, otworzy ich serca. To jest sposób, jaki pokazał sam Pan Jezus. Dotknięci miłością ludzie są już gotowi, aby posłuchać, a głoszone Słowo będzie przekonywać, prowadząc ich do zbawienia.

Drogą do otworzenia serca człowieka na Ewangelię jest okazanie mu bezinteresownej miłości!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/17/chca-czy-nie-chca-sluchac/feed/ 0
Życie – brać czy dawać? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/09/zycie-brac-czy-dawac/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/09/zycie-brac-czy-dawac/#respond Thu, 09 Mar 2017 22:24:54 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=269 czytaj dalej...]]>

Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać aniżeli brać. (Dz. 20,35 Biblia Warszawska)

Myślę, że wszyscy naśladowcy Chrystusa chcą być pełni takiego samego entuzjazmu, radości, miłości, pasji od początku aż do końca swojej drogi na ziemi. Zmagamy się ze zniechęceniem, tracimy pierwszą miłość, stajemy się letni… Czy można to odwrócić? Czy jesteśmy skazani, aby żyć nadzieją przebudzenia, które kiedyś znowu nas ożywi?

W tym świecie mamy do czynienia z życiem, które trwa od wieków. W postaci mnóstwa gatunków roślin i zwierząt. Ale żadna pojedyncza roślina ani żadne pojedyncze zwierzę nie jest przeznaczone, aby żyć na tej ziemi bez końca. Ma dać życie kolejnym roślinom i zwierzętom. Zatem życie trwa poprzez przekazywanie go dalej. A nawet pomnaża się w ten sposób! W podobny sposób rzeczy się mają, gdy chodzi o duchowe życie zarówno poszczególnych naśladowców Chrystusa, jak i wspólnot kościelnych. Zacząłem to dostrzegać przez osobiste doświadczenia.

To miało miejsce kilkadziesiąt lat temu. Odbywała się regularna ewangelizacja uliczna poprzez rozdawanie traktatów i opowiadanie ewangelii. Z powodu swojej nieśmiałości, nie brałem w tym udziału, to było zbyt wielkie wyzwanie dla mnie. Pewnego dnia musiałem pojechać na miejsce ewangelizacji, aby komuś przekazać klucze od mieszkania. I tam, w brudnym, szarym przejściu podziemnym, gdy podszedłem do osoby, której miałem oddać te klucze, zostałem dotknięty niezwykłą Bożą obecnością! To było zaskakujące, niezwykłe i głęboko poruszające i… pouczające. A więc w czymś tak zwyczajnym, jak rozdawanie traktatów i rozmawianie z ludźmi na ulicy jest tak mocno obecny Bóg?

Ileś lat później miałem możliwość rozmawiania o Bogu i zbawieniu z ludźmi, którzy przyszli na ewangelizacyjny koncert w parku. I mimo, że w tym momencie nikt się nie nawrócił, to po takiej rozmowie czułem się niesamowicie pobłogosławiony – zostałem napełniony życiem.

To wszystko pomogło mi zobaczyć, że głównym sposobem na utrzymanie życia osobistego oraz życia wspólnoty kościelnej jest przekazywanie życia. Czyli dzielenie się świadectwem i opowiadanie ewangelii ludziom jeszcze nie zbawionym. Jeśli tego nie robimy, zaczynamy wysychać. Jeśli Kościół zaniedbuje ewangelizację, to zaczyna tracić życie, skupia się na mało ważnych rzeczach, zużywając na nie swoją energię, tocząc spory, nierzadko dzieląc się z błahych powodów. I wypracowuje pustą religijność, która zastępuje żywą relację z Bogiem.

Zatem ewangelizacja, to sprawa życia i śmierci! Nie tylko sprawa ratowania ludzi jeszcze niezbawionych przed wiecznym potępieniem. Ale także sprawa życia ludzi już zbawionych i zachowania życia całych wspólnot.

Duchowe życie otrzymaliśmy od naszego Pana Jezusa Chrystusa. On jest źródłem. Ale nie możemy go utrzymać, tylko biorąc. Jeśli chcemy je zachować, to musimy dawać, przekazywać je dalej. Inaczej zaczniemy je tracić, będziemy wysychać.

Przekazywanie ewangelii zarówno dla mówiącego jak i dla słuchacza jest sprawą życia i śmierci!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/09/zycie-brac-czy-dawac/feed/ 0