Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 45

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 47

Warning: Trying to access array offset on false in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php on line 48

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 29

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 30

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 36

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 41

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 46

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 50

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/page-header/functions/functions.php on line 56

Warning: Trying to access array offset on null in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/gp-premium/blog/functions/images.php on line 75

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-content/plugins/postman-smtp/Postman/PostmanOAuthToken.php:45) in /home/klient.dhosting.pl/lukasz9/andrzej.kbwch.pl/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
życie – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl Czy dostrzegasz obydwie? Sat, 05 Jan 2019 19:17:18 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.8.5 https://andrzej.kbwch.pl/wp-content/uploads/2017/03/cropped-medal-32x32.png życie – Dwie strony medalu https://andrzej.kbwch.pl 32 32 Śmierć – zła czy dobra? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/05/smierc-zla-czy-dobra/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/05/smierc-zla-czy-dobra/#comments Sat, 05 Jan 2019 12:02:30 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=565 czytaj dalej...]]>

Śmierć kogoś znajomego jest zawsze konfrontacją z wiecznością, rodzi wiele trudnych pytań. A jeśli to była osoba bliska, to rozstanie się z nią jest przyczyną ogromnego bólu.

Szczególnie trudno pogodzić się z tym, że odchodzi ktoś, kto jest znany z dobrych dzieł i jest w trakcie pełnienia wspaniałej służby w tym świecie. Gdy dowiadujemy się o chorobie, modlimy się o uzdrowienie. Gdy uzdrowienie nie następuje, to ogarnia nas poczucie bezradności. Możemy się do tego stopnia zniechęcić, że przestaniemy wierzyć, że Bóg uzdrawia. Możemy też zareagować desperacją, żeby znaleźć skuteczniejszy sposób modlitwy przeciwko złośliwym chorobom takim, jak nowotwór. Jeśli desperacja ta jest z Bożego pobudzenia to dobrze! Oglądamy co raz więcej uzdrowień z poważnych chorób. Jeśli desperacja wynika tylko ze złości na chorobę i cierpienie, to może nic nie dać…

A może potrzebne jest zupełnie inne spojrzenie na śmierć? Co Pan Bóg mówi na temat śmierci? Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, Bóg powiedział: Ponieważ człowiek stał się taki, jak jeden z Nas – zna dobro i zło – to oby teraz nie wyciągnął ręki i nie zerwał owocu również z drzewa życia; oby nie zjadł i nie żył przez to na wieki!. Dlatego Pan, Bóg usunął człowieka z ogrodu Eden… (I Mojż. 3,22–23) A więc śmierć jest wybawieniem od niekończącego się życia w grzechu i jego konsekwencjach: przekleństwie, cierpieniu, chorobie!

Z kolei apostoł Paweł napisał: Bo dla mnie życie, to Chrystus, a śmierć – to zysk. Jeśli już żyć w ciele, to dla owocnej pracy. Co bym wolał? – Nie wiem. Pociąga mnie jedno i drugie. Chciałbym stąd odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze. Jednak pozostać w ciele – to dla was korzystniejsze. (Fil. 1,21–24) Taka wypowiedź na temat śmierci jest możliwa tylko wtedy, gdy ktoś w jakimś stopniu doświadczył „bycia z Chrystusem” i było to doświadczenie równie rzeczywiste, jak doświadczenie doczesnego materialnego życia. I wiemy, że miał on niezwykłe spotkania z Chrystusem (patrz np. II Kor. 12,2‑4).

Zatem Paweł „zajrzał” do świata, gdzie króluje Chrystus, „dotknął go” i to zmieniło jego spojrzenie. Może i my potrzebujemy takiego doświadczenia? Nie tylko szukać przełomów w tym życiu, ale także umocować się w przyszłym? Nie tylko być gotowym na odejście z powodu uciążliwości obecnego stanu (na przykład bolesna, przewlekła choroba), ale z powodu atrakcyjności przyszłego życia? Odnoszę się do tego we wpisie „Jak się zakotwiczyć w wieczności?”.

Gdyby było odwrotnie, niż jest obecnie, czyli chrześcijanie wyżej ceniliby sobie życie z Chrystusem w wieczności, niż to doczesne, to oczywiście dążylibyśmy do tego, aby jak najszybciej odejść z tego świata. Zamiast podejmować walkę z chorobą groźną dla życia, uznalibyśmy ją za dobrą okazję, aby odejść. Nasza modlitwa byłaby raczej: „Niech to się stanie jak najszybciej, bez zbędnego bólu”. Ale jest jeszcze coś: zadanie do wykonania w tym życiu. Jest Boży plan dla Ciebie, pewna trasa do przebiegnięcia, praca do wykonania. I chodzi tutaj o zadanie, które będzie mieć ogromne znaczenie w wieczności: kolejne osoby zbawione, kolejni uczniowie Chrystusa, wierzący doprowadzeni do dojrzałości. To był powód, dla którego Paweł uznał, że jeszcze tutaj zostaje i dopiero, gdy dokończył swoje zadanie napisał: Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę – zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości… (II Tym. 4,7–8) W takim przypadku śmierć jest wezwaniem do odebrania nagrody po spełnieniu swojego zadania.

Pozostaje jeszcze ból rozłąki. Szczególnie dotkliwy, gdy odszedł ktoś bliski, np. współmałżonek. Im lepsza relacja z małżonkiem, tym większy ból. Rana potrzebuje swojego czasu, aby się zabliźnić. I to pod warunkiem, że nie będzie rozdrapywana. Sam czas nie goi ran. Pocieszenie i uzdrowienie przychodzi od Stwórcy, a jednocześnie kochającego Ojca. On może każdemu pomóc.

Niech sam Bóg da nam zrównoważone, pełne spojrzenie na życie i śmierć, a także przyniesie pocieszenie i uzdrowienie każdemu, kto cierpi ból rozłąki! On jest DOBRY!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2019/01/05/smierc-zla-czy-dobra/feed/ 2
Zapisać się czy wrosnąć? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/06/zapisac-sie-czy-wrosnac/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/06/zapisac-sie-czy-wrosnac/#respond Sat, 06 Jan 2018 22:21:02 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=532 czytaj dalej...]]>

Zadziwia mnie, jak z upływem czasu słowa zupełnie zmieniają swoje znaczenie. Szczególnie chodzi mi o te, które weszły do naszego języka za pomocą Biblii. A jest takich słów i zwrotów całe mnóstwo. Jeśli doszło do takiej zmiany, to niewątpliwie utrudnia ona właściwie rozumienie tekstu Pisma. Sztandarowym przykładem jest słowo „talent”, które w czasach powstawania ksiąg Biblii było po prostu jednostką wagi srebra lub złota. Oznaczało zatem ogromny majątek, co nie miało zupełnie nic wspólnego ze współczesnym znaczeniem słowa „talent”.

Innym przykładem jest słowo „członek” w znaczeniu przynależności. Mówimy o członku jakiejś organizacji, np. partii politycznej, albo stowarzyszenia. W takim przypadku określone są zasady nabywania i utraty członkostwa, prawa i obowiązki. No i oczywiście składki.

Czy zdajemy sobie sprawę, że takie rozumienie słowa „członek”, które oryginalnie oznaczało po prostu część ciała, wzięło się z Pisma, a konkretnie z 12 rozdziału I Listu do Koryntian? To właśnie w tym fragmencie Nowego Testamentu apostoł Paweł dokonuje swego rodzaju wynalazku, czyli tworzy tzw. neologizm – wprowadza do naszego języka nowe pojęcie: „członek kościoła”. Potem rozszerzono je do wszelkiego rodzaju organizacji, jednocześnie bardzo spłycając znaczenie w jakim użył je Paweł…  

To oryginalne użycie słowa „członek” mówi nam o organicznym połączeniu, zrośnięciu ze sobą nawzajem, o jedności działania, o tym, że siebie nawzajem potrzebujemy i dlatego mamy traktować się z miłością i szacunkiem. Jeśli tak pojmujemy członkostwo w kościele (w znaczeniu lokalnej wspólnoty przede wszystkim), to ma to swojej konsekwencje. Bo do ciała nie można się zapisać, trzeba w nie wrosnąć. W praktyce sprowadza się to do zbudowania takiej relacji z kilkoma osobami, że byłoby bardzo, bardzo trudne, aby ją zerwać. A to oznacza, że będzie trudno się „z kościoła wypisać”. I to jest bardzo ważne, bo ta silna relacja jest potrzebna, żebyśmy wytrzymali proces wzajemnego kształtowania swoich charakterów i potrafili wzrastać w miłości. To oznacza także, że gdy zachodzi potrzeba pozbycia się kogoś, bo swoim postępowaniem zagraża reszcie wspólnoty, to jest proces bolesny, podobny do obcięcia sobie nogi lub ręki.

Takiego wrośnięcia nie można osiągnąć jednym podpisem pod jakąś deklaracją członkowską. To zabiera wiele miesięcy. I nie zawsze się udaje.

Czy to znaczy, że formalna deklaracja członkowska, zawieranie przymierza są całkiem bez sensu, niepotrzebne? Niekoniecznie. Na pewno istotne jest, aby zasady współżycia w ramach wspólnoty, „prawa i obowiązki” były jasno określone. Jeśli nie zostaną świadomie zdefiniowane, to i tak pojawią się w formie niepisanych praw, z których część jest ukryta przed nowymi osobami. Lepiej, jeśli rzeczy są jasno określone. Możesz zobaczyć przykładowy zestaw zasad napisany dla małej grupy.

A jak jest z Tobą? Jeśli jesteś naśladowcą Chrystusa, to czy należysz do jakiejś wspólnoty? A jeśli należysz, czy jesteś jej członkiem w znaczeniu biblijnym? Czy mógłbyś wymienić kilka osób z tej wspólnoty, z którymi byłoby Ci naprawdę trudno się rozstać? Czy zasady, którymi się rządzi ta wspólnota są jawne i jasno określone?

Zapewne sam fakt, czy ktoś podpisze deklarację członkowską, czy też zgodzi się w innych sposób stać częścią wspólnoty jest sprawą drugorzędną. Ważne, żeby zasady były określone, a przynależność polegała na wrośnięciu we wspólnotę. Wtedy naprawdę stanowimy ciało Chrystusa.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2018/01/06/zapisac-sie-czy-wrosnac/feed/ 0
Jak się zakotwiczyć w wieczności? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/10/jak-sie-zakotwiczyc-w-wiecznosci/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/10/jak-sie-zakotwiczyc-w-wiecznosci/#respond Fri, 10 Nov 2017 11:22:09 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=497 czytaj dalej...]]>

Jeśli spośród trzech „nóg”: wiary, nadziei i miłości, na których stoi życie chrześcijanina, „noga” nadziei jest „za krótka”, to czy możemy coś z tym zrobić? Czy można „wydłużyć zbyt krótką nogę nadziei”? Czy można wzmocnić nadzieję, jeśli jest za słaba? Abyśmy nie zlekceważyli tematu, warto podkreślić, że biblijne znaczenie słowa „nadzieja” jest inne niż potoczne „mam nadzieję”. Ta biblijna nadzieja oznacza wytrwałe oczekiwanie na coś, co jest absolutnie pewne, chociaż jeszcze nie teraz, ale w przyszłości.

Jedna z rzeczy, która może nam pomóc, to objawienie tego, co Bóg przygotował. Objawienie nie oznacza po prostu informacji. To jest raczej przedsmak, zadatek tego, co zostało przygotowane przez Boga dla wszystkich zbawionych ludzi. Wobec słabości nadziei u wierzących w Efezie, apostoł Paweł modlił się: Aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego… (Ef. 1,17-18). To właśnie Duch Boży bierze odrobinę tego, co jest w niebie i przynosi to do serc Bożych dzieci. Takie chwilowe doświadczenie nieba stanowi ogromną zachętę, aby dostać więcej.

Przypominam sobie w tym momencie te wszystkie moje spotkania z Bożą chwałą i Jego miłością, doświadczenia radości z Nieba, jakie były moim udziałem. I nie tylko mnie coś takiego się zdarza, ale przeżywa to wiele innych osób. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z napełnieniem Duchem Świętym. Takie doświadczenia powodują, że wzrasta głód nieba. Jest to doświadczenie biblijne, bo czytamy w Liście do Hebrajczyków: …tych którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz, cudownych mocy wieku przyszłego… (Hebr. 6,4-5)

Warto przeczytać historię 40 męczenników z IV wieku (nawet jeśli przez wieki jakieś szczegóły zostały zmienione).

Innym źródłem poznania nadziei jest studiowanie Pisma odnośnie tego tematu. Powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o przygotowanym dla nas przez Boga życiu w wieczności. Czym będziemy się zajmować w wieczności? Jak to będzie wyglądało? Co z naszego doczesnego życia będzie się w wieczności liczyć? Odpowiedzi na te pytania są o wiele ważniejsze niż spekulacje na temat antychrysta i wielkiego ucisku. Bo nawet jeśli czyjeś przekonania na ten temat okażą się prawdziwe, to gdy stawiamy czoła prześladowaniom, to właśnie mocna nadzieja wieczności oparta na objawieniu i Słowie, pomoże nam wytrwać, a nie wiedza na temat działalności diabła i ludzi z nim współpracujących!

A jak wygląda Twoja nadzieja? Co Duch Boży włożył do Twojego serca? Co Ci objawił? Czy to jest świeże, czy jest tylko wyblakłym wspomnieniem? Jakie masz zrozumienie wieczności? Czy czytasz Pismo pod tym kątem?

Jak blisko jest nam do postawy apostoła Pawła: Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem. A jeśli życie w ciele umożliwi mi owocną pracę, to nie wiem, co wybrać. Albowiem jedno i drugie mnie pociąga: pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej (Fil. 1,21-23)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/10/jak-sie-zakotwiczyc-w-wiecznosci/feed/ 0
Krótsza noga nadziei https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/#comments Wed, 01 Nov 2017 13:41:34 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=490 czytaj dalej...]]>

Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość. (I Kor. 13,13) Ten werset wymienia trzy cnoty chrześcijanina, które są fundamentalne, gdy chodzi o nasz udział w Królestwie Bożym. Są one jak trzy nogi stołka lub statywu, na których stoi on pewnie, bez zachwiania na każdym podłożu. No chyba, że jedna z nóg jest znacznie krótsza od pozostałych…

Największą z nich jest miłość. Po niej można rozpoznać naśladowców Chrystusa. W każdym momencie historii, autentyczni, znający Boga chrześcijanie dawali dowody posiadania tej cnoty okazując miłość na wiele sposobów. Czasem gubimy się, gdy chodzi o praktykowanie miłości według standardów Chrystusa, ale raczej dobrze rozumiemy, na czym ona polega. Mając taką świadomość, zmagamy się, aby utrzymać/odzyskać to, co nazywamy „pierwszą miłością”.

Z kolei wiara jest częstym tematem nauczania, napisano na jej temat wiele książek. Reformacja przywróciła znaczenie wiary, jako jedynego sposobu, aby się podobać Bogu i przyjąć od Niego zbawienie. W XX wieku mieliśmy do czynienia z poruszeniem, którego celem było odnowienie zrozumienia wiary w Kościele. Od tego czasu mówimy o „ruchu wiary”. Indywidualnie i jako Kościół wzrastamy w wierze w różnych sferach, ostatnio to się szczególnie dokonuje, gdy chodzi o uzdrowienie. Kościół wie czym jest wiara.

Ale nadzieja jest prawie nieobecna w naszej chrześcijańskiej świadomości. Nie jestem pewien, czy na pytanie „na czym polega nadzieja?”, otrzymałbym od każdego poprawną, zgodną z Pismem odpowiedź. Nadzieja dotyczy celu naszego życia, przyszłości, jaka została przygotowana przez Boga w wieczności. A temu poświęcamy stosunkowo niewiele uwagi. Jeśli ktoś opowiada świadectwo, dotyczy ono rzeczy, które się wydarzyły teraz, w tym życiu. Prawie wszystkie nasze modlitwy dotyczą doczesnych potrzeb, jakie odczuwamy: potrzeb materialnych, relacji rodzinnych, zdrowia, duchowej wolności. Jeśli mówimy o sukcesie w życiu i służbie, to przeważnie chodzi o sukces tutaj na ziemi. „Noga nadziei” jest zdecydowanie krótsza w naszym zachodnim chrześcijaństwie. To jest częściowo zrozumiałe, bo doczesne rzeczy są dla nas bardziej rzeczywiste niż te wieczne. Nie jest to też problem nowy, bo już apostoł Paweł napisał:

Przeto i ja, odkąd usłyszałem o wierze waszej w Pana Jezusa i o miłości do wszystkich świętych, nie przestaję dziękować za was i wspominać was w modlitwach moich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego(Ef. 1,15-18)

A przecież to właśnie w wieczności spędzimy większość naszego życia!

Jeśli nie mamy tej świadomości, to możemy na przykład zmarnować doczesne życie poświęcając je na osiąganie rzeczy, które liczą się tutaj, a nie będą miały żadnej wartości w wieczności. Mądrość polegałaby raczej na inwestowaniu w wieczność, skoro tam jest prawdziwe życie! Powstają więc ważne pytania: Czy inwestuję w wieczność? I czy w ogóle jest taka możliwość? Jak mogę to zrobić najlepiej? Czy są jakieś zasady takiej inwestycji?

I jeszcze jedna uwaga. Są miejsca na świecie, gdzie „noga nadziei” wcale nie jest krótka. Mam na myśli chrześcijan gotowych znieść prześladowanie, spędzając wiele lat w więzieniach. Albo takich, którzy stali się męczennikami wiary, gotowymi na śmierć w kwiecie wieku. Jak zachowalibyśmy się wobec takich wyzwań my, chrześcijanie typu zachodniego?

Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. (I Kor. 15,19)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/11/01/krotsza-noga-nadziei/feed/ 2
Jaka jest moc Twoich słów? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/15/jaka-jest-moc-twoich-slow/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/15/jaka-jest-moc-twoich-slow/#respond Thu, 15 Jun 2017 09:46:59 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=425 czytaj dalej...]]>

Jako ludzie, zostaliśmy stworzeni przez Boga w wyjątkowy sposób, inaczej niż cała reszta wszechświata. Przed nami, Bóg wypowiadał słowa i stawało się! Światło, sklepienie nieba, suchy ląd, morze, wszelkie rośliny, gwiazdy, Słońce i Księżyc, zwierzęta w wodzie i na ziemi – to wszystko powołane zostało do istnienia za pomocą słów, które Bóg wypowiadał. Człowiek został jednak uczyniony inaczej – najpierw Bóg uczynił ciało z tego, co było na ziemi, a potem tchnął w niego ducha. No i absolutnie niezwykłe stwierdzenie: I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. (I Mojż. 1,27)

Wielkie pytanie brzmi: W czym i do jakiego stopnia jesteśmy podobni do Boga? Jedno z podobieństw polega na tym, że tak jak Bóg, możemy wypowiadać słowa, potrafimy mówić. Jeżeli Bóg swoimi słowami uczynił otaczający nas świat i tymże słowem podtrzymuje jego istnienie, to ile mocy jest w naszych słowach, jeśli jesteśmy do Niego podobni? To pytanie wydaje się może filozoficzne, ale…

Przy pomocy słów możemy kogoś zranić, poniżyć, pognębić mocno wpływając na jego życie, w skrajnym przypadku nawet przyczynić się do jego śmierci. Ale również przy pomocy słów możemy kogoś podbudować, zachęcić, pobudzić do życia, a jeśli głosimy Ewangelię, to przekazać życie wieczne.

Rodzice kształtują swoje dzieci w znacznym stopniu przy pomocy słów. Poniżające, odrzucające słowa mogą spowodować, że ich dorosłe dziecko będzie żyć w nieustannej porażce daleko poniżej swoich możliwości. Z kolei słowa miłości i zachęty niemalże „skazują” dziecko na życiowy sukces w dorosłym życiu.

Również to, co mówimy o samych sobie ma ogromne znaczenie.

Ale czy może być jeszcze więcej mocy w naszych słowach? Pan Jezus chodząc po ziemi jako człowiek słowem uwalniał od demonów, uzdrawiał, a nawet wskrzeszał z martwych, a ponadto okazywał władzę nad przyrodą. A co z nami? Pan Jezus rzuca nam wyzwanie:

Miejcie wiarę w Boga! Zapewniam was, ktokolwiek powiedziałby tej górze: Podnieś się i rzuć do morza, i nie wahałby się w swoim sercu, lecz wierzył, że na pewno stanie się to, co mówi, spełni mu się. Dlatego mówię wam: Wierzcie, że otrzymaliście już to wszystko, o co modlicie się i prosicie, a spełni się wam. (Mar. 11,22b-24 Nowe Przymierze)

Ponieważ przeważnie nie mam problemu z wypowiadaniem słów, to ograniczenie leży w drugim warunku: poziomie wiary. Jako ludzie wierzący możemy być pod tym względem w różnych miejscach. Najłatwiej – „samo to przychodzi” – zdołować, zgnębić, wręcz zabić swoimi słowami. Większym wyzwaniem jest zdolność do podbudowania – szczerego, pełnego miłości zachęcania, którym dosłownie zmieniamy innych na lepszych. Znaczenie służenia ludziom budującym słowem jest ogromne! A jest jeszcze więcej… Znam osoby (mam też własne doświadczenia), które za pomocą słów (modlitwy do Boga, albo polecenia w Imieniu Pana Jezusa) regularnie uzdrawiają z fizycznych chorób lub uwalniają od demonów. Widziałem jak modlitwa zmieniała pogodę w krótkim czasie. Nie znam nikogo, kto spowodowałby przeniesienie choćby małego pagórka nawet na niedużą odległość za pomocą słów.

A jak Ty potrafisz używać swoich słów? Czy sprawiają one życie? Czy czasem trafia Ci się wypowiadać słowa destrukcyjne?

Śmierć i życie są w mocy języka… (Przyp. 18,21a)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/15/jaka-jest-moc-twoich-slow/feed/ 0
Radość życia i ból rozczarowania https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/#respond Mon, 05 Jun 2017 10:40:39 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=412 czytaj dalej...]]>

Najbardziej życiodajną służbą chrześcijanina jest przekazywać otrzymane od Boga życie dalej. Jeśli chcesz zachować życie, nie pozwolić, aby wyschło, musisz innych przyprowadzać do Chrystusa. Nie ma większej radości i większego przypływu życia, niż przyczynić się do czyjegoś zbawienia! Ale te momenty radości i życia przeplatają się z momentami rozczarowania…

Pan Jezus porównał głoszenie Ewangelii do rozsiewania ziarna. To jest przypowieść o siewcy, którego ziarno pada na cztery rodzaje gleby (patrz na przykład Mat. 13,4‑9.18‑23)

Ziarno zasiane na drodze. Gdy głosimy Ewangelię, to napotkamy na obojętność. Bardzo często. I to ze strony osób, na które „liczyliśmy”. Mówimy, wydaje się że ktoś słucha ze zrozumieniem, ale ani w najbliższym czasie, ani też później nie widać żadnej przemiany, żadnego owocu. To powoduje rozczarowanie i zniechęcenie.  

Ziarno zasiane na gruncie skalistym. Będziemy też oglądać spektakularne, pełne pasji nawrócenia. To wspaniała nagroda dla każdego, który głosi słowo Ewangelii. Z ekscytacją opowiadamy innym o tych nawróceniach, aby i oni mogli podzielać naszą radość, i aby ich zachęcić do głoszenia. Ale zdarza się, że po pewnym czasie entuzjazm takich osób wygasa. Przychodzą jakieś drobne rozczarowania, porażki, przeciwności, i ci gwałtownie nawróceni ludzi zobojętnieją i odejdą. Niezrozumiałe i bardzo przykre.

Ziarno zasiane między ciernie. Zdarzą się też osoby, które w zasadzie dobrze i szczerze przyjęły Słowo Ewangelii, ale pozostawiły w swoim życiu chwasty nadmiernych trosk, starania się o ziemski dobrobyt. Taki chwast można unieszkodliwić tylko na jeden sposób – całkowicie go wyrywając, czyli wyćwiczyć się w gromadzeniu skarbów w niebie. Jeśli to nie nastąpi, to nawet jeśli ktoś dochowuje wierności, to jego życie w zasadzie nie przynosi żadnego owocu – całą energię zużywają ciernie trosk i pożądania, pogoni za doczesną przyjemnością, za wygodą. Takie osoby mogą bardzo długo wytrwać w relacji z Bogiem i Jego Kościołem, ale ich życie nie powoduje wzrostu Królestwa Bożego. W pewnym sensie jest zmarnowane. Nie ma pełnej satysfakcji, szkoda.

Pan Jezus uprzedził nas, jakie mogą być efekty głoszenia Ewangelii i nie nakazał wcześniejszego sprawdzania gleby, na którą siejemy, czyli człowieka, któremu głosimy. Takie rozczarowania są wliczone w naszą służbę Bogu. Zostały zapowiedziane. Są nieuchronne. Pomimo to, mamy zasiewać szeroko, bo nie wiemy, kto kim jest, jaką jest glebą.

Ale oprócz nieuchronnych i bolesnych rozczarowań, czeka nas też radość. Przynajmniej od czasu do czasu. To jest wtedy, gdy nie tylko pokazaliśmy komuś drogę zbawienia, ale on sam stał się wspaniałym narzędziem w Bożych rękach do ratowania wielu kolejnych osób. To jest ziarno posiane na żyzną glebę. Dla tej radości warto znieść rozczarowania!

I jeszcze wskazówka. Jeśli ograniczasz głoszenie Ewangelii do osób zupełnie nieznajomych (np. ewangelizacja uliczna), to prawdopodobieństwo, że Ewangelia zostanie przyjęta jest bardzo małe. Rozczarowanie będzie bardzo dominujące i może przerodzić się w zniechęcenie. Więcej szans na sukces będziesz mieć, gdy starasz się być świadectwem wśród ludzi, z którymi się znasz. Gdy okazujesz im zainteresowanie i miłość, cierpliwie czekasz na dogodny moment, aby przekazać Słowo Życia, to jest bardzo duża szansa, że się uda!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/06/05/radosc-zycia-i-bol-rozczarowania/feed/ 0
Pozyskiwanie do sekty, czy dzielenie się życiem? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/05/29/pozyskiwanie-do-sekty-czy-dzielenie-sie-zyciem/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/05/29/pozyskiwanie-do-sekty-czy-dzielenie-sie-zyciem/#respond Mon, 29 May 2017 21:11:18 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=400 czytaj dalej...]]>

Bo my nie jesteśmy handlarzami Słowa Bożego, jak wielu innych, lecz mówimy w Chrystusie przed obliczem Boga jako ludzie szczerzy, jako ludzie mówiący z Boga. (Drugi List do Koryntian 2,17)

Przypuśćmy przez chwilę, że jestem człowiekiem świeżo nawróconym.

Właśnie przeżyłem swoje spotkanie z Jezusem. Kompletnie zaskoczył mnie Swoją miłością, jestem pełen wdzięczności za jego wspaniałe zbawienie, pełen entuzjazmu i gotowości, aby przekazać to życie całemu światu wokół. Ale znam tylko jedną historię spotkania z Jezusem – swoją własną. No może jeszcze historię kogoś, kto mi opowiedział swoje świadectwo… Znam też jeden sposób prezentacji Ewangelii – ten, przez który przeżyłem swoje nawrócenie oraz jedną modlitwę nawrócenia – tą przez którą właśnie przyszedłem do Jezusa. I jeśli przyłączyłem się do jakiejś żywej wspólnoty kościelnej, to jest to ta najwłaściwsza, bo innej po prostu nie znam.

W swojej gorliwości neofity głoszę więc innym jedyną słuszną metodę przyjścia do Chrystusa – tą, która zadziałała w moim przypadku! I jeśli zachęcam ich do Kościoła, to oczywiście do tego swojego. Jestem bardzo gorliwy, ale moje zrozumienie nawrócenia i zbawienia jest bardzo wąskie. W dodatku, opór, jaki napotykam ze strony wielu osób, z którymi rozmawiam, powoduje, że zaczynam nalegać, naciskać na nich, aby przyjęli poselstwo, które mam do przekazania. Nie potrafię zrozumieć, jak mogą się opierać przed przyjęciem takiego wspaniałego zbawienia! To wszystko powoduje, że w oczach ludzi jestem jak ktoś, kto usilnie chce wciągnąć ludzi do swojej sekty.

Gdy jednak upływa czas, poszerza się moje zrozumienie. Już wiem, że trzeba dać ludziom trochę czasu, aby Słowo wykonało w nich pracę i doprowadziło do nawrócenia. Odkrywam, że metoda, jaka doprowadziła mnie do spotkania z Jezusem nie jest jedyną słuszną, a nawiązywanie prawdziwej, pełnej wiary relacji z Jezusem Chrystusem może wyglądać niezwykle różnorodnie. No i moja wspólnota nie jestem jedynym słusznym (ani nawet najsłuszniejszym!) wyrazem Kościoła. A co najważniejsze: nie jest moim zadaniem przekonywanie ludzi do wiary, to zadanie należy do Ducha Świętego i tylko On jest w stanie je wykonać. Ja nie powinienem i nie potrzebuję w tym względzie żadnej presji na innych wywierać. Przychodzi głębsze zrozumienie i dojrzałość.

Nie byłem daleki od tego opisu zaraz po swoim nawróceniu. Szybko nauczyłem się „Czterech praw duchowego życia” i głosiłem innym Ewangelię dając im maksymalnie pół godziny, aby się nawrócili. Wywierałem na nich presję, aby pomodlili się w mojej obecności „modlitwą grzesznika”. Moja gorliwość nie przynosiła jednak oczekiwanych rezultatów. Jednak z czasem moje zrozumienie procesu nawrócenia bardzo się poszerzyło.

Na przykład zrozumiałem, że chociaż Bóg ma wymagania moralne, od których nie zamierza odstąpić, to jednak to wcale nie jest najważniejsze, aby ludzie się nawracali na moje standardy sprawiedliwości. Odkrywałem pewne ważne prawdy teologiczne na temat Boga, ale wyglądało na to, że On mniej wymaga od ludzi wiary w te prawdy, niż ja bym tego oczekiwał. Praktykowałem z powodzeniem pewne formy modlitwy, uwielbienia, spotykania się z Bogiem, ale były jeszcze inne, które też się sprawdzały. I coraz bardziej narastała we mnie świadomość, że Jemu nie chodzi o to, co zewnętrzne, ale o bliskie połączenie z człowiekiem. O relację miłości

Taka mniej więcej przemiana powinna nastąpić wraz z upływem czasu. Ale niestety, mam wrażenie, że nie zawsze tak jest. Jest możliwe, aby człowiek przez wiele lat od swojego nawrócenia pozostał kimś w rodzaju akwizytora, który próbuje sprzedać swój produkt.

Wierzę, że można żyć w wolności od presji, aby koniecznie kogoś przekonać do tego w co wierzymy. Wierzę, że wystarczy kogoś przyprowadzić do Jezusa, i w swoim tempie, pozna Prawdę u samego Źródła. Prawda jest w stanie się obronić i przekonać każdego, który z Nią się spotka. Warto wziąć przykład z Filipa: Filip spotkał Natanaela i rzekł do niego: Znaleźliśmy tego, o którym pisał w zakonie Mojżesz, a także prorocy: Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu. Wtedy Natanael rzekł do niego: Czy z Nazaretu może być coś dobrego? Filip na to: Pójdź i zobacz! (Ew. Jana 1,45‑46)

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/05/29/pozyskiwanie-do-sekty-czy-dzielenie-sie-zyciem/feed/ 0
Szeroko czy głęboko? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/22/szeroko-czy-gleboko/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/22/szeroko-czy-gleboko/#respond Sat, 22 Apr 2017 14:49:39 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=362 czytaj dalej...]]>

Zakładam, że zależy Ci, aby jak najwięcej ludzi poznało osobiście Jezusa Chrystusa i tym samym zostało zbawionych. To wymaga, żeby ktoś im przekazał Ewangelię. Załóżmy, że Ty jesteś taką właśnie osobą. Masz na sercu ratowanie ludzi zgubionych i robisz wszystko, co potrafisz, aby doprowadzić ich do nawrócenia i wiary. Przypuśćmy, że masz dar do głoszenia, docierasz do ludzi, a oni są zbawiani. To oznacza niekończące się zajęcie, bo są tysiące potrzebujących zbawienia wokół nas. Marzenie wielu serc, prawda? Przebudzenie. Chcemy oczywiście, aby Ewangelia docierała bardzo szeroko, do jak największej ilości osób. Marzymy o potężnym żniwie naszego narodu.

Ale… Na koniec Wielkiego Nakazu Misyjnego z Ewangelii Mateusza 28,18-20 czytamy: Ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. Czyli, że wszystko, czego nauczyłeś się, gdy chodzi o życie naśladowcy Jezusa, ma zostać przekazane kolejnym osobom. Pan Jezus oczekuje od nas, żebyśmy nie tylko doprowadzali ludzi do zbawienia, ale doprowadzili ich przynajmniej do naszego poziomu życia z Bogiem. On oczekuje, że doprowadzimy Jego nowych naśladowców do pewnej głębi, że nastąpi radykalna przemiana ich życia. Ale to wymaga przecież czasu! Jeśli nawet uważasz siebie za mało wybitnego ucznia Chrystusa, to jest mnóstwo rzeczy, które umiesz i masz do przekazania! Wypełnienie tego oznacza miesiące, albo i lata zajmowania się pojedynczymi osobami, lub małą grupką osób. Nie da się doprowadzić do głębokiej przemiany wielu ludzi na raz. Można co prawda wielu osobom przekazywać nauczanie, ale to za mało, aby nauczyły się żyć. Będą mieć rzeczy właściwie poukładane w głowach, ale ciągle wiele braków w praktycznym życiu. I nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że to sam Bóg jest wychowującym Ojcem, a Duch Święty jest ostatecznie odpowiedzialny za doprowadzenie wierzących do świętości życia, to ciągle pozostaje ogromne zadanie do wykonania przez ludzi.   

Ponieważ dysponujemy ograniczonym czasem, więc wygląda na to, że musimy wybierać. Pierwsza opcja, to poświęcić ten czas na ratowanie zgubionych, ciesząc się z tego, że przynajmniej nie spędzą oni wieczności w piekle, chociaż ich życie duchowe będzie powierzchowne. Druga opcja to oddać się doprowadzaniu do dojrzałości w wierze niewielkiej grupy osób, godząc się, że wielu innych nie doprowadzimy do zbawienia. Wygląda na to, że musimy wybierać pomiędzy szerokim albo głębokim przekazywaniem życia.

Oczywiście, jest jeszcze inna możliwość. Można docierać do niewielu osób i w dodatku nie zajmując się nimi dalej, skoro już zostali zbawieni. Czyli wąsko i płytko. Zgadzając się z bolesną prawdą, że tak pewnie wygląda służba wielu wyznawców Chrystusa, na pewno nie chcemy takiej marnej owocności.

A jaki jest Twój wybór, czytelniku tego wpisu? Szeroko czy głęboko?

Chcesz ratować jak najwięcej osób, zgadzając się jednocześnie, aby ich duchowe życie było bardzo powierzchowne?

Wybierasz zaangażowanie w głębię przemiany, aby wypełnić cały Wielki Nakaz Misyjny?

A może masz tak małą wizję, że zgadzasz się, aby było mało osób nawróconych i w dodatku powierzchownie żyjących, czyli wąsko i płytko?

A może widzisz jeszcze inną możliwość?

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/04/22/szeroko-czy-gleboko/feed/ 0
Życie – brać czy dawać? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/09/zycie-brac-czy-dawac/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/09/zycie-brac-czy-dawac/#respond Thu, 09 Mar 2017 22:24:54 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=269 czytaj dalej...]]>

Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać aniżeli brać. (Dz. 20,35 Biblia Warszawska)

Myślę, że wszyscy naśladowcy Chrystusa chcą być pełni takiego samego entuzjazmu, radości, miłości, pasji od początku aż do końca swojej drogi na ziemi. Zmagamy się ze zniechęceniem, tracimy pierwszą miłość, stajemy się letni… Czy można to odwrócić? Czy jesteśmy skazani, aby żyć nadzieją przebudzenia, które kiedyś znowu nas ożywi?

W tym świecie mamy do czynienia z życiem, które trwa od wieków. W postaci mnóstwa gatunków roślin i zwierząt. Ale żadna pojedyncza roślina ani żadne pojedyncze zwierzę nie jest przeznaczone, aby żyć na tej ziemi bez końca. Ma dać życie kolejnym roślinom i zwierzętom. Zatem życie trwa poprzez przekazywanie go dalej. A nawet pomnaża się w ten sposób! W podobny sposób rzeczy się mają, gdy chodzi o duchowe życie zarówno poszczególnych naśladowców Chrystusa, jak i wspólnot kościelnych. Zacząłem to dostrzegać przez osobiste doświadczenia.

To miało miejsce kilkadziesiąt lat temu. Odbywała się regularna ewangelizacja uliczna poprzez rozdawanie traktatów i opowiadanie ewangelii. Z powodu swojej nieśmiałości, nie brałem w tym udziału, to było zbyt wielkie wyzwanie dla mnie. Pewnego dnia musiałem pojechać na miejsce ewangelizacji, aby komuś przekazać klucze od mieszkania. I tam, w brudnym, szarym przejściu podziemnym, gdy podszedłem do osoby, której miałem oddać te klucze, zostałem dotknięty niezwykłą Bożą obecnością! To było zaskakujące, niezwykłe i głęboko poruszające i… pouczające. A więc w czymś tak zwyczajnym, jak rozdawanie traktatów i rozmawianie z ludźmi na ulicy jest tak mocno obecny Bóg?

Ileś lat później miałem możliwość rozmawiania o Bogu i zbawieniu z ludźmi, którzy przyszli na ewangelizacyjny koncert w parku. I mimo, że w tym momencie nikt się nie nawrócił, to po takiej rozmowie czułem się niesamowicie pobłogosławiony – zostałem napełniony życiem.

To wszystko pomogło mi zobaczyć, że głównym sposobem na utrzymanie życia osobistego oraz życia wspólnoty kościelnej jest przekazywanie życia. Czyli dzielenie się świadectwem i opowiadanie ewangelii ludziom jeszcze nie zbawionym. Jeśli tego nie robimy, zaczynamy wysychać. Jeśli Kościół zaniedbuje ewangelizację, to zaczyna tracić życie, skupia się na mało ważnych rzeczach, zużywając na nie swoją energię, tocząc spory, nierzadko dzieląc się z błahych powodów. I wypracowuje pustą religijność, która zastępuje żywą relację z Bogiem.

Zatem ewangelizacja, to sprawa życia i śmierci! Nie tylko sprawa ratowania ludzi jeszcze niezbawionych przed wiecznym potępieniem. Ale także sprawa życia ludzi już zbawionych i zachowania życia całych wspólnot.

Duchowe życie otrzymaliśmy od naszego Pana Jezusa Chrystusa. On jest źródłem. Ale nie możemy go utrzymać, tylko biorąc. Jeśli chcemy je zachować, to musimy dawać, przekazywać je dalej. Inaczej zaczniemy je tracić, będziemy wysychać.

Przekazywanie ewangelii zarówno dla mówiącego jak i dla słuchacza jest sprawą życia i śmierci!

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/09/zycie-brac-czy-dawac/feed/ 0
Wykład czy przykład? https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/01/wyklad-czy-przyklad/ https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/01/wyklad-czy-przyklad/#respond Wed, 01 Mar 2017 20:57:09 +0000 http://andrzej.kbwch.pl/?p=254 czytaj dalej...]]>

Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody (…) Ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem...  (Mat. 28,19-20 tłumaczenie Nowe Przymierze). Wielki Nakaz Misyjny, to nie tylko głoszenie ludziom ewangelii zbawienia, ale uczynienie ich uczniami i wdrożenie ich we wszystko, czego się sami od Chrystusa nauczyliśmy.

Najpopularniejszy w Kościele sposób nauczania, to ustny wykład (kazanie). Jest to sposób najmniej skuteczny, bo gdy ludzie tylko słuchają, to dociera do nich niewielki procent przekazywanej treści i w dodatku sami muszą odgadnąć, jak praktycznie należy ją zastosować. Jeżeli do tego dołożymy to, że większość z tego nauczania odbywa się zazwyczaj w niedzielę, to efekt jest taki, że przybywający na spotkania ludzie porządkują swoją teoretyczną wiedzę, uczą się jak świętować w niedzielę i… niedużo więcej.

A tymczasem istnieje starodawny sposób nauczania, który jest wielokrotnie skuteczniejszy! Zilustruję go prostym przykładem: Język polski na pewno nie należy do łatwych (podobno jest najtrudniejszy na świecie…). A jednak, każde z moich dzieci w wieku około dwu lat całkiem nieźle mówiło po polsku, pomimo, że żadnemu z nich nie udzieliliśmy ani jednej lekcji naszego języka! Jak się więc nauczyły? Poprzez naśladowanie swoich rodziców (i rodzeństwa, w przypadku młodszych dzieci).

Ten dość banalny przykład stanowi ilustrację ważnego faktu, że najszybciej uczymy się poprzez naśladowanie kogoś innego, czyli powielanie wzoru, który mamy przed oczami.

Najlepiej możemy wypełnić Wielki Nakaz Misyjny dostarczając każdemu nowonawróconemu człowiekowi przykład do naśladowania. I to najlepiej w różnych powszednich sytuacjach, bo wtedy nauczy się właśnie jak żyć, a nie tylko jak zachowywać się na spotkaniach Kościoła. Im więcej dostępności, im więcej przejrzystości, szczerości życia, tym lepszy będzie efekt. A co jeśli ktoś czuje się słabym wzorem do naśladowania? Pomyśl przez chwilę – jeśli umiesz choć trochę rozmawiać z Bogiem (czyli modlić się), potrafisz korzystać z Pisma Świętego, doświadczasz Bożego prowadzenia (słyszenia Jego głosu), masz za sobą decyzje wynikające z wiary i świadectwo osobistej przemiany, to już jesteś jak profesor wiary dla kogoś, kto dopiero zaczął!

Uwaga dla tych, którzy myślą o sobie: nie jestem nauczycielem Słowa, za mało wiem lub umiem, aby mógł kogoś innego nauczać. Ja uważam, że to nawet dobrze, bo wtedy będziesz mniej nauczać za pomocą wykładu, metody mało skutecznej, a więcej swoim życiem. Oczywiście, wykłady i kazania też są potrzebne, bo porządkują nasze zrozumienie, ale życia uczymy się przez życie.

Patrząc na przykład Pana Jezusa opisany w Ewangeliach, widzimy że On przemawiał, a dodatkowo objaśniał uczniom to, czego nie zrozumieli. Ale przede wszystkich pokazywał, jak się służy Bogu i jak się żyje według zasad Bożego Królestwa. Spędził ze swoimi uczniami ponad trzy lata życia. W rezultacie przygotował sobie naśladowców, którym mógł powierzyć sprawę swojego Królestwa na ziemi, gdy sam odszedł do Ojca.

Czynienie uczniami, to przede wszystkim wpuszczenie nowonawróconych do naszego własnego życia, aby mieli przykład do naśladowania, niekoniecznie doskonały, po prostu prawdziwy.

P.S. Pozwoliłem sobie na wrzucenie mojego nauczania o tym jak nauczyłem się smażyć naleśniki, czyli siła naśladowania widocznego przykładu.

]]>
https://andrzej.kbwch.pl/index.php/2017/03/01/wyklad-czy-przyklad/feed/ 0