Ewangelizacja – zaplanowana czy przypadkowa?

Lubię rzeczy zaplanowane i dobrze zorganizowane. Przeważnie lepiej się udają. A jak jest z ewangelizacją? Jaka się bardziej udaje, jaka przynosi większe owoce?

Cóż, mamy niewielką możliwość zaplanowania czyjegokolwiek nawrócenia. Rzadko też trafnie oceniamy, kto jest gotowy przyjąć ewangelię, a kto nie. W rezultacie, zaplanowane, zorganizowane ewangelizacje są zwykle bardziej zasiewem, niż zbiorem. Oczekiwanie, że przez nie nastąpi natychmiastowy wzrost Kościoła, prowadzi często do rozczarowania. Ale mają one inne, ogromne znaczenie – stwarzają okazję do dawania świadectwa o Jezusie, a to jest życiodajne dla ludzi już nawróconych! Rozbudza w nich pragnienie ewangelizacji (albo je przywraca).

Zaplanowana ewangelizacja do zasiew na przyszłość i okazja do rozbudzenia ludzi już nawróconych do dzielenia się Ewangelią.

Natomiast „przypadkowa” ewangelizacja, czyli wykorzystywanie nadarzających się okazji, prowadzi do niespodziewanych nawróceń. I wydaje się, że jest z niej więcej owocu.

Przyjrzyjmy się biblijnej historii o miłosiernym Samarytaninie (Łuk. 10,27-37). Mamy w niej ciężko pobitego i obrabowanego przez zbójców podróżnego, kapłana, Lewitę oraz Samarytanina.

Dlaczego kapłan minął potrzebującego? Przecież wracał z Jerozolimy w kierunku Jerycha… Czyli był po służbie. Nie musiał się więc obawiać, że się zanieczyści przy zmarłym. Ale może sądził, że już oddał Bogu tyle, co należy i niczego więcej nie oczekuje się od niego? Dlaczego podobnie postąpił Lewita? Ponieważ szedł na służbę i nie mógł się spóźnić? Z pewnością miał poważne zadania w Bożym Królestwie… Obydwaj zauważyli pobitego i ominęli go przechodząc na drugą stronę drogi. Obydwaj dobrze znali Prawo.

Zupełnie inaczej zachował się Samarytanin, człowiek o znacznie niższych duchowych kwalifikacjach od kapłana czy Lewity. Jeśli w ogóle czcił Boga, to zapewne robił to nie całkiem prawidłowo. Jego wiara nie opierała się na samym Słowie Bożym. A jednak to właśnie on został postawiony przez Pana Jezusa jako wzór do naśladowania. 

Nikt, oprócz zbójców, nie planował tego, co się wydarzyło. Ani pobity podróżny, ani kapłan, ani Lewita, ani Samarytanin. I tylko Samarytanina było stać na zmianę planów, dodatkową stratę czasu i pieniędzy.

Jeśli dobrym wyrazem miłości do bliźniego jest podzielenie się z nim Ewangelią, a pobity podróżny symbolizuje ludzi pognębionych przez diabła, to naśladowanie Samarytanina oznacza gotowość do zmiany planów, jeśli nadarzy się okazja do okazania takiej miłości.

Zauważyłem, że okazje do okazania dobroci, zainteresowania, życzliwości, czy wręcz podzielenia się Ewangelią pojawiają się w najbardziej niedogodnych momentach życia. Wtedy, gdy jestem czymś innym zajęty, w drodze dokądś i czasem naprawdę się śpieszę. Co wtedy zrobię? Będę trzymał się swojego planu jak kapłan i Lewita, uspokajając swoje sumienie, że przecież służę Bogu… Czy też pozwolę, podobnie jak Samarytanin, aby jakiś jeszcze nienawrócony, potrzebujący człowiek zepsuł mi moje plany?

Skuteczna ewangelizacja, to życie w gotowości do tego, aby okazywać miłość i wytłumaczyć się ze swojej nadziei.

Polecam niewielką książkę Paula Scanlona „Rewolucja 15”. Przeczytaj jej fragment.

1 komentarz do wpisu “Ewangelizacja – zaplanowana czy przypadkowa?”

  1. Być może tak jest, że sprzyjające okazje pojawiają się w najmniej dogodnym czasie. Wykorzystywanie sprzyjającej okazji z pewnością jest dobre gdyż wtedy nie jesteśmy kimś kto szuka współwyznawców, a bardziej kimś kto odpowiada na potrzeby. Ludzie zasadniczo przychodzą do Boga z powodu swoich potrzeb. One mogą być bardzo różne. Może powinniśmy nauczyć się by nie tylko na nie czekać ale wykorzystać co się da by tworzyć sprzyjające okazje. Przedstawiony temat jest dla mnie inspiracją właśnie do tego.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz